Nie tylko fish & chips?

Zdaje się, że jeszcze 15 lat temu nowozelandzcy kucharze nie mieli specjalnie wiele do zaoferowania. Jak donoszą źródła, kuchnia Nowej Zelandii wywodziła się bezpośrednio z kuchni brytyjskiej, a najpopularniejszym daniem były (co za zaskoczenie) fish&chips. Miejmy nadzieję, że te czasy już za nami, a liczni imigranci z Azji i południowego … Continue reading

Dotarliśmy na Fiji

Wczoraj wieczorem tutejszego czasu udało się nam wylądować na lotnisku w Nadi, a dziś już smażymy się na słoneczku, 30 stopni, jak Pan Bóg przykazał. Trochę chmurek jest, no ale bez chmurek byłoby głupio (czemu? nie wiem). W każdym razie jesteśmy na samym północnym krańcu głównej wyspy, niedaleko miejscowości Rakiraki. … Continue reading

Wszystko śmierdzi siarą

Siedzimy w Rotorua (dopełniacz pewnie będzie w Rotorule :)) już drugi dzień i już prześmierdliśmy na pewno zapachem siarki z wszechobecnych tu gejzerów, wulkanów itp. Właściwie gdziekolwiek się wejdzie w las, tam się dymi, śmierdzi, na wszystkim odkłada się siarka, a drzewa są na wpół osmalone… Ma to jednak swój … Continue reading

Kaikorua

Nie napisałam o najlepszym – w Kaikourze oprócz delfinów i wielorybów, których wszelako się nie je, są rewelacyjne restauracje. To zjawisko raczej w Polsce nie występuje – mały nadmorski kurorcik, nierzucające się w oczy skromne budyneczki, a w środku jedzenie na najwyższym poziomie. No więc w pierwszy wieczór w Kaikourze … Continue reading

Są nowe zdjęcia!

Tak jest. Są nowe zdjęcia kończące naszą przygodę z Wyspą Południową – w dużej części są to oglądane przez nas zwierzaki. My zgodnie z planem przeprawiliśmy się na Wyspę Północną do Wellington – całkiem sympatyczne miasto, choć na stolicę nie wygląda. Ale od razu zrobiło się bardziej „porządnie” i „europejsko”; … Continue reading