|
|
|
Tytułem podsumowania 23.12.2009 23:55 GMT+1
|
Jako sie rzeklo, czas na podsumowania. W mijajacym roku tak sie zdarzylo, ze odwiedzilismy dwa panstwa nalezace do tzw. osi zla (tfu, ja to powiedzialem, czy pomyslalem...?).
No wiec zacznijmy jeszcze raz: wizyta w Stanach rozbudzila w nas ambiwalentne uczucia. Co nam sie podobalo? Przyroda, przyroda, przyroda, do tego etniczne zroznicowanie spoleczenstwa (przekladajace sie na zroznicowanie knajpek i oferty kulinarnej, oj, bez tego byloby ciezko...), no i nie mozna pominac mozliwosci oddania sie nieokielznanej konsumpcji. W naszym przypadku skutkowalo to zakupieniem okolo 50 plyt w sklepach muzycznych w San Francisco. Nawet nie chodzi o to, ze jest taniej niz w Polsce - po prostu niektorych pozycji nie da sie w kraju dostac!
A co nam sie nie podobalo? Coz, zdanie na temat przecietnych mieszkancow USA wyrobilismy juz dawno tu i owdzie uporczywie unikajac odpowiadania na wszelkie slowne zaczepki i zdawkowo traktujac jakiekolwiek proby zagajenia przy stole / w autobusie / na dworcu / w guesthousie. Kogo normalnego - myslelismy - obchodzi wszystko to, o co pytali lub co mowili o sobie Amerykanie - turysci. Oczywiscie czasem spotykalismy osoby nie pasujace do tego schematu, ale z reguly imperialna geba sie nie zamykala. No i niestety wycieczka do Stanow Zjednoczonych wiaze sie z nieustanna interakcja z osobami, ktore znajduja sie dookola. Kelner najprawdopodobniej zachorowalby (a moze bylby zwolniony z pracy), gdyby nie podchodzil szesc razy w ciagu godziny do stolika pytac sie czy wszystko jest w porzadku. Wiec podchodzi. Kierowca autobusu zagaduje pasazerow, a widzac skromna reakcje (choralnie odpowiada ledwie 1/3 pasazerow - badz co badz komercyjnych klientow), zagaduje jeszcze raz, domagajac sie wiecej entuzjazmu! Czasem mielismy naprawde dosc tych wszystkich "how are you", "how are you doing", "is everything alright" itp.
Gadulstwo nie znika wraz z wyjazdem w gory. Amerykanie chodza po szlakach gadajac i ploszac zwierzeta. Oczywiscie ci, co na szlaki w ogole sie zapuszcza. Ci, co sie nie zapuszczaja, wola objechac najwieksze atrakcje parkow narodowych autobusem i podziwiac wszystko z odleglosci:

A jak juz sie zapuszcza na szlak, to latwego zycia nie maja. Jesli ktos potrafi poslugiwac sie systemem metrycznym (Vincent z Pulp Fiction nie potrafil), to spotka takie kwiatki:
I komu tu wierzyc? Czy prawdziwa jest informacja w milach czy kilometrach? Jesli obie sa prawdziwe, to raz mila jest rowna 1.35 km, a raz 1.7km... sam po powrocie pobieglem do komputera sprawdzic jak jest naprawde;)
W wielu miejscach czlowiek jest bombardowany informacja (wizualna, ale chyba najczescie dzwiekowa) - ma przejsc, nie przechodzic, przejechac, nie zatrzymywac sie, uwazac na stopien, na niedzwiedzie, na urwiska itp. Taka multiplikacja daje wrazenie, jakobysmy sie poruszali po kraju zamieszkalym przez kretynow. Ale czy nie jest tak, ze taki system (ktorego zrodel szukac chyba nalezy w amerykanskim systemie sprawiedliwosci, ktory wytworzyl koncepcje odpowiedzialnosci za produkt itp) sam stwarza spoleczenstwo, ktore nie jest zdolne do samodzielnego myslenia i trzeba mu wszystko podpowiadac? O tym przekonamy sie w nastepnym odcinku. A moze juz sie przekonalismy?
|
|
|
|
|