|
|
|
San Francisco z bliska 19.10.2009 5:20 GMT+1
|
San Francisco wciaga. Choc na pierwszy rzut oka robi wrazenie brudnego i zapuszczonego miasta, to nie nalezy sie tym zrazac. Kloszardzi obsiedli centrum miasta, ale na szczescie sa tez inne dzielnice;) The Mission, gdzie chyba czesciej slychac hiszpanski, niz angielski; Russian Hill i Nob Hill - jak sama nazwa wskazuje polozone na wzgorzach, z porzadnymi (choc oczywiscie wciaz drewnianymi...) domami; jest dzielnica finansowa wygladajaca jak kazda dzielnica finansowa w duzym miescie; jest wybrzeze rybacko-turystyczne, jest Chinatown (ponoc najwieksze na swiecie, ale w Ameryce wszystko jest najwieksze na swiecie). Jest dzielnica typowo handlowa, jest tez de facto zagospodarowywany na nowo obszar starych magazynow i warsztatow, gdzie powstaja nowoczesne muzea i budynki rzadowe. No i jest ogromny Golden Gate Bridge, ktory mozna ogladac z niezliczonej ilosci perspektyw. Sa tez stare tramwaje zasuwajace po stromych uliczkach Frisco - przejazdzka nimi to punkt obowiazkowy, chociaz na niektorych trasach zakrawa to na straszna cepelie. Nam najbardziej podobaly sie polozone nie w scislym centrum okolice ulicy Hayes, gdzie mieszaja sie designerskie (nie mam tu na mysli designerow wloskich, ani francuskich, lecz maloskalowych lokalnych, jak na przyklad ten) butiki, sklepy plytowe, bary i nowoczesne restauracje. Niedaleko jest tez czesto fotografowany (i niestety przyciagajacy turystow) Alamo Square:
Z rzeczy bardziej kulturalno-naukowych zwiedzilismy muzeum nauki (Academy of Science), gdzie najwiekszymi atrakcjami są ogromne akwaria, czteropietrowa "palmiarnia" z lasem deszczowym (z motylami, ptakami i w ogole!) i planetarium. Planetarium, jak planetarium - technicznie nawet zaawansowane, ale do tego wszystkiego jak zwykle nawalnica slow w stylu wykladu dla nie do konca rozwinietych dzieci.
A w ramach poznawania zycia duchowego Amerykanow zagladnelismy do stojacej na jednym ze wzgorz katedry sw. Marii. Budynek z lat osiemdziesiatych przypomina z zewnatrz nasz koscioly z tamtych czasow (nowohucka Arka?), a w srodku wyglada tak:
Mamy nawet kilka odkryc czysto kulinarnych, ktore pozwalaja nam miec nadzieje, ze ten narod wyjdzie jeszcze na ludzi i zarzuci barbarzynskie obyczaje typu podawanie ziemniakow na sniadanie (powszechne), czy popijanie glownego dania kawa z ekspresu przelewowego (podpatrzone w jednogwiazdkowej restauracji z przewodnika Michelin). O tych odkryciach i pewnie wiecej o amerykanskiej kuchni Ania napisze pewnie cos wiecej w najblizszych dniach.
Blog zrobil sie tymczasem nieco offline'owy, zdjecia pojawiaja sie z opoznieniem, szwankuje mozliwosc dodawania komentarzy - ale nad wszystkim obiecuje popracowac zaraz po powrocie. Minelo niecale poltora tygodnia, a nam sie wydaje, ze duzo wiecej, bo tyle w tym czasie zobaczylismy. Dlatego bedziemy mieli o czym pisac jeszcze przez jakis czas:)
 |
|
|
|
|