Kalifornia

 Dziennik
 Kulinaria
 Mapa
 

 Galeria

 Zdjęcia stare i nowe
 

 Krótkie wypady

 Węgry
 Bruksela
 Mediolan
 Macedonia
 Irlandia
 Kraj Basków
 Słowenia
 

 Turcja/Iran

 :: Dziennik ::
 Kulinaria
 O Iranie
 Mapa
 

 Wietnam/Malezja

 Dziennik
 Kulinaria
 Mapa
 Nasze plany
 

 Kanada

 Dziennik z BC
 British Columbia
 Mapa
 Plany
 Nomeansno
 

 Nowa Zelandia

 Dziennik z NZ
 Kulinaria
 Mapa
 Zwierzęta
 Dobre rady Homika
 Co zobaczymy?
 NZ - almanach
 

 Azja Płd.-Wsch.

 Dziennik z Azji
 Kulinaria
 Dobre rady Homika
 Mapa
 

 Linki

 Ciekawe strony
 

 Szukaj w newsach

 






W ramach podsumowania... 28.6.2009 23:05 GMT+1
Dwa miesiące minęły odkąd wróciliśmy z Iranu i nie tylko upływ czasu (potrzebny, aby wszystko w głowach uporządkować), ale i bieżące wydarzenia skłaniają by napisać coś w ramach podsumowania / komentarza.

Przede wszystkim nie dziwię się tym, którzy wracają zafascynowani Iranem. To kraj ogromny, pełen opustoszałej przestrzeni, którą skojarzyłbym raczej z Australią, USA, czy argentyńską Patagonią, gdybym zobaczył zdjęcia. Krajobrazy, choć nie są bardzo zróżnicowane, robią wielkie wrażenie. Nie mniej pozostaje w pamięci gościnność i chęć do wszelkiej pomocy - przez dwa tygodnie zdarzyły nam się dwie propozycje noclegowe, zapłacony przez współpasażera bilet w autobusie, próba wciśnięcia nam darmowego deseru i wiele innych przypadków bezinteresownej pomocy przy tłumaczeniu z perskiego na angielski, szukaniu drogi itp. Na pewno nie da się tego wszystkiego uzasadnić niewielką ilością (a więc i szczególnym traktowaniem) turystów. Oni po prostu mają to w genach.

Szkoda, ze za tym sympatycznym obrazem nie nadąża infrastruktura. Hoteli i hosteli nie ma zbyt dużo, jeśli już są, to są zbudowane raczej podle i znajduje to odzwierciedlenie w warunkach higienicznych (krzywo położoną podłogę kiepsko się domywa...). Z kolei mała podaż = wysoka cena. W porównianiu z południowo-wschodnią Azją stosunek cena / jakość wypada dla przeciętnego podróżnika blado. Podobnie musimy (z przykrością) podsumować irańską gastronomię. Owiana legendą orientalna kuchnia perska najwidoczniej nie opuszcza domowych ognisk, bo poza Teheranem oraz nielicznymi (przeznaczonymi głównie dla turystów) "restauracjami tradycyjnymi" obcokrajowiec skazany jest na fast foody. Jedne lepsze, inne gorsze, ale z pewnością nie wywołujące później nostalgii... W aspekcie komunikacja / noclegi / jedzenie można poczuć się w Iranie tak, jak czuł się zapewne w Polsce końca lat 80-tych turysta z Zachodu. Nawiasem mówiąc, analogii "Iran współczesny - Polska schyłku komunizmu" jest tak dużo, że wkrótce napiszemy o tym więcej.

Iran jest krajem ludzi młodych i widać to na ulicy. W dużych miastach (Teheran, Esfahan, Shiraz) nowe pokolenie przyjmuje quasi-zachodni styl życia - z tego co widać publicznie w ramach dopuszczalnych granic. Stąd na przykład wymyślne fryzury mające na celu odsłonić jak najwięcej włosów, a jednocześnie nie pozwolić spaść chuście. Telefony komórkowe, fast foody, wspólne spacery po ulicach i centrach handlowych... Notabene wystarczy rzut oka na wystawy w tychże centrach, by dojść do wniosku, że w domach nie obowiązują aż tak ścisłe reguły dotyczące ubioru, jak w miejscach publicznych. Prawde mówiąc, chyba żadne reguły nie obowiązują... Alkohol też pewnie jest, nie widzieliśmy, ale przecież w Ameryce lat prohibicji też był...

Oczywiście błędem byłoby utożsamiać tę - bardzo widoczną dla turystów - część społeczeństwa z całym narodem. Choć byliśmy w Iranie krótko, wiemy, że wystarczy opuścić dzielnice uniwersyteckie albo północny Teheran, by stopień zrozumienia języka angielskiego (a także styl ubioru, tryb życia, a zapewne i poglądy) zmienił się znacząco. Poza głównymi miastami widzieliśmy, że wszystkie kobiety nosiły czarne czadory. Może zbytnio upraszczam, ale czy to nie oznaka bardziej, niż chcieliby widzieć obcokrajowcy, zagraniczne media, czy zachodnie koncerny, konserwatywnego charakteru tego społeczenstwa?

Pomimo wielkiego szacunku dla wszystkich osób rannych i zabitych w ostatnich dwóch powyborczych tygodniach w Iranie, wydaje mi się, że uczestnicy demonstracji mają z przeciętnymi Irańczykami tyle wspólnego, co typowy rozmówca takich turystów jak my. Co więcej, obie te grupy pewnie w dużej części się pokrywają. Być może nawet chcielibyśmy, by świadome swoich praw, wykształcone i mówiące po angielsku, zniechęcone aktualną sytuacją i żądne zmian osoby stanowiły większość irańskiego społeczeństwa, ale najwyraźniej rzeczywistość jest inna.

Póki co protesty powyborcze są bardzo liczne, ale nie mają charakteru powszechnego. Z doniesień wynika, ze protestują wykształcone wielkomiejskie elity (nieprzypadkowo najwięcej demonstracji i starć z policją i cywilnymi bojówkami ma miejsce w bogatym północnym Teheranie). Wielu ludzi jest albo zadowolonych z aktualnego stanu rzeczy i nie chce zmian w tradycyjnym modelu, albo też wmówiono im, że powinni być zadowoleni. Jeszcze inni boją się zaprotestować. Bez uczestnictwa pozostałych grup społecznych (jako szczególnie ważnych uznaje się bazari, czyli bogatych kupców / biznesmenów, pozostających w opozycji za szacha i sprzyjających - przynajmniej początkowo - islamskiej rewolucji) żadne zmiany nie wydają się możliwe.

Pozycja aktualnego prezydenta nie jest jednak niepodważalna. Owszem, populistyczne hasła i działania (konserwatywne poglądy społeczne, retoryka antykorupcyjna, konfrontacyjna polityka zagraniczna - skąd my to znamy..., plus jeszcze eksponowanie programu atomowego) zapewniają mu popularność znacznej części społeczeństwa. Ale obóz władzy nie jest jednorodny, dochodzą z niego słuchy o podziałach w części duchowieństwa, również część establishmentu związanego z poprzednim prezydentem próbuje zaogniać sytuację wykorzystując niezadowolenie tłumów z najwyraźniej sfałszowanych wyborów. Można sobie wyobrazić, że z poparciem bazari, a także przynajmniej części oddziałów militarnych lub paramilitarnych, może dojść do gwałtownej odmiany sytuacji, ale biorąc pod uwagę przeszłość choćby przegranego kandydata w wyborach prezydenckich, nie spodziewam się, by była to zmiana, której oczekują protestujący dziś demonstranci.

Iran to kraj o najciekawszej i najbardziej złożonej historii z tych wszystkich, które odwiedziliśmy. Na pewno będę śledził dalszy rozwój sytuacji i dobrze życzył wszystkim sympatycznym ludziom tam spotkanym.


Co sie nosi w Iranie - dobre rady Ani 26.4.2009 20:00 GMT+1
Z doswiadczenia wiem, ze przed przyjazdem do Iranu zwykle popada sie w stres, w co tu sie wlasciwie mozna ubierac. Wiec skoro juz zakonczylismy przeglad i jutro wyjezdzamy, pomyslalam ze napisze o tym pare slow, i w celu informacyjno-opisowym, i troche tez instrukcyjnym na wypadek gdyby ktos sie wybieral.

O facetach nie bede sie rozpisywac: nie nosi sie krotkich spodni ani koszulek na ramiaczkach. Koszulki z krotkim rekawem w sensie t-shirty moga byc - przed przyjazdem czytalismy w internecie ze mezczyzni musza miec tez dlugi rekaw, ale rzeczywistosc obalila ten przesad. Co do obuwia to nie ma zadnych zasad, w ogole tu nikt specjalnie chyba nie przywiazuje uwagi do butow. Styl Iranczykow jest zwykle jak na europejskie standardy dramatyczny - na codzien wygladaja jeszcze zwyczajnie, ale jak juz sie zrobia na bostwo to zal sciska wiecie co. Cos jak karykatura zachodniego stylu rodem z Bollywood - obcisle spodnie, obcisle koszule, jakies fryzy typu skrzyzowanie wczesnego Limahla z mopem, itp. Poza tym oczywiscie bizuty - najwiecej jest tandetnych sygnetow, noszonych po pare naraz. To mi sie akurat podoba bo lubie taki taksowkarsko-cinkciarski sznyt :))

Znacznie bardziej skomplikowana sprawa jest w przypadku mody dziewczynskiej. Jak wszyscy wiedza, w Iranie ze wzgledow religijnych i to usankcjonowanych prawem wszystkie kobiety, w tym cudzoziemki, obowiazuje hidzab czyli wlasciwy stroj. Zasady minimalne sa takie:
- na glowie chusta albo szal (nie czapka, nie kapelusz, nie kominiarka i nie nie wiem co jeszcze)
- dlugi rekaw (co najmniej za lokiec)
- nieopiety plaszczyk/tunika/bluza itp. co najmniej zakrywajacy pupe
- a pod tym cos dlugiego przy czym teoretycznie dluga spodnica by uszla ale i tak nosi sie spodnie.

Moze i nie jest tego duzo ale i tak potrafi uprzykrzyc zycie, zwlaszcza kiedy jest goraco albo jest sie na wycieczce albo jest sie w restauracji albo po prostu chcialoby sie ubierac tak jak czlowiek sam sobie wymyslil a nie ktos mu narzucil z gory, albo itd itp etc. Nie musze chyba mowic co o tym mysle od strony pozamodowej, ale nie o tym tutaj mowa. Natomiast dla porzadku dodam, ze w Iranie nie trzeba nosic burki czyli stroju ktory zakrywa cale cialo razem z twarza tak ze widac tylko oczy, jak to bywa w niektorych krajach arabskich.

Iranki - pewnie wlasnie przez wzglad na tak restryktywne zasady - przywiazuja wielka wage do wygladu zewnetrznego a szczegolnie tego co widac tzn. znacznej czesci fryzury i makijazu. Co prawda w roznych regionach nosi sie rozne rzeczy, ale wszedzie ta tendencja do duzej dbalosci o wyglad jest widoczna, a jak to sie objawia, napisze ponizej.

W najbardziej konserwatywnych okolicach wiekszosc kobiet zwlaszcza starszych nosi dlugie spodnie, dlugie wdzianko i chuste, wszystko najczesciej czarne, a na to jeszcze czador tzn. czarny prostokat cienkiego materialu wielkosci przescieradla. Noszenie czadoru to cala sztuka - zaklada sie go na glowe jak chuste, a potem zbiera po bokach pod lokciami i w ten sposob sprytnie spowija sie cialo. Trzyma sie to jedna reka, a jak reka jest zajeta to w zebach. Przed przyjazdem myslalam ze czador w Iranie to taki troche mit, ale okazalo sie ze ten mit to powszechnosc w Yazd, w mniejszych miejscowosciach, a takze w duzym stopniu w Isfahanie (nie dotyczy to mlodziezowo-alternatywnej dzielnicy Jolfa bo tam jest rewia mody co zostanie zaraz wyszczegolnione) a nawet w Teheranie zwlaszcza poludniowym. Generalnie im mniejsza miejscowosc i im starsza Iranka, tym wieksza szansa na czador.

Natomiast tam gdzie jest bardziej liberalnie, to znaczy w Isfahanie po stronie Jolfy, w Shiraz, w Teheranie zwlaszcza polnocnym, dziewczyny robia co moga zeby wprost nie zlamac zasad hidzabu ale przy tym wygladac atrakcyjnie i nowoczesnie. Niestety tak sie przy tym staraja, ze niejednokrotnie przeginaja i z tej przegietej fryzury, makijazu i opietych ciuchow wychodzi cos, co w Europie kojarzy sie dosc jednoznacznie i bynajmniej nie z hidzabem. W kazdym razie zazwyczaj jest tak:

- wlosy: spiete w duzy kok, czesto w jakis kosmiczny zaczes natapirowany zeby sie na tym dobrze trzymala chusta, a w Shiraz nawet byla moda na loczki w gargantuicznej ilosci, na czubku ktorych drapowalo sie chuste, niestety czasami jasne pasemka co wyglada strasznie, bo Iranki maja piekne czarne lekko falujace wlosy ktore z naszej perspektywy psuc pasemkami to istna zbrodnia

- chusta - w wersji fashion jest to najczesciej miekko ukladajacy sie szal typu 2 x 0,5 m, kolorowy i udrapowany na glowie i ramionach w taki sposob aby nie spadal a przy tym odslanial jak najwiecej glowy, co zwykle robi sie tak ze zwisajace konce krzyzuje sie luzno pod broda i zarzuca do tylu na ramiona - poza tym nosi sie tez zwykle apaszki zawiazane pod broda, co w Polsce byloby wsiowym obciachem ale tu nie jest; a mlode dziewczyny nie bardzo zrobione, typu grzeczne uczennice, czesto na codzien nosza tez nie chuste tylko taki jakby czarny albo szary kapturek zakrywajacy glowe i ramiona, podobny do "kominow" ktore nosilo sie u nas w latach 80-tych ale materialny a nie z wloczki

- manto czyli plaszczyk - od zwyklego czarnego przed kolano (najczestsza wersja) do obcislych krotkich sukienko-plaszczykow w roznych kolorach (ale jasne kolorowe manto to juz raczej naprawde duza odwaga i alternatywa), rekaw moze sie skracac w miare liberalizacji ale zawsze zakrywa lokiec; poniewaz manto nie sciaga sie np. w restauracji czy kawiarni wiec ma zwykle dopasowany fason i waskie rekawy, co jest dosyc wygodne bo czlowiek nie czuje sie jak w jakims worku

- spodnie - najczesciej zwykle dzinsy albo proste czarne spodnie, w lecie podobno Iranki tocza batalie o skracanie spodni ale dochodza chyba tylko do spodni typu "capri" czyli rurki o dlugosci nad kostke

- buty - wsrod mlodych dziewczyn najczesciej zwykle sportowe adidasy, tenisowki albo trampki, wsrod starszych albo na wsi proste czarne polbuty albo mokasyny, ale na wysokim obcasie w tym sandaly tez sie trafiaja wiec nie ma czegos takiego ze stopy nie mozna pokazac

- paznokcie czesto pomalowane (ja glupia czytalam w internecie ze nie wolno malowac i zostawilam w Warszawie swoja kolekcje 100 lakierow, a tu prosze, dziewczyny nosza kolorowe paznokcie i za nic sobie maja ewentualne zakazy)

- makijaz w wersji max: intensywne ciemne brwi (Iranki takie maja z natury ale widac ze o brwi sie tu dba i je eksponuje, nie to co Polki ktore czesto maja takie wstretne wyskubane myszowate kreseczki przez co twarz ma tyle samo wyrazu co pewna zgola odmienna czesc ciala), mocny ciemny makijaz oczu (duzo eyelinera), duzo podkladu, mocno urozowane policzki i duze rozowe usta pomalowane szminka nie blyszczykiem. no wlasnie, troche przesada... wsrod tych nowoczesnych a nie tych w czadorach niestety dominuje opisana tu wersja maks, ale czasami trafiaja sie tez nieprzegiete wersje tego samego makijazu i wtedy efekt jest ladny

Wiec jesli chodzi o Iranki to mozna zobaczyc cale spektrum: od oblej czarnej postaci spowitej w czador w plaskich czarnych polbutach i bez makijazu, do supermodnej laski z mocnym makijazem, niemozliwym fryzem, na czubku tego udrapowanym szalem ktory zakrywa moze 40% glowy, w opietym kolorowym plaszczyku podobnym raczej do sukienki mini, modnych dzinsach i sandalkach lub adidasach.

Natomiast co do turystek to nikt nie oczekuje, ze beda sie upodabnialy do Iranek (chociaz oczywiscie jesli sie tego ewidentnie nie robi to lokalne dziewczyny moga sie gapic i szeptac miedzy soba a potem chichotac, co nie kazdy lubi). Czesto turystki nie nosza szalu jak Iranki, tylko wszelkiego rodzaju zawoje, turbany, chustki itp. w roznych konfiguracjach i wszelkich kolorach, a takze nie nosza manto tylko jakies workowate tuniki, koszule itp. Czasami nosza tez dlugie do ziemi spodnice ale to wg mnie bez sensu. W kazdym razie daje rade wszystko co zakryje glowe (ale nie czapka tylko chusta/szal), pupe (tunika, plaszczyk, dluga bluza, koszula, kurtka) i nogi (dowolne spodnie, no ewentualnie spodnica ale bardzo dluga).

Ale poniewaz nizej podpisana lubi sie dostosowywac do otoczenia i nie lubi wygladac jak turystka (kosmiczne ciuchy, bledny wzrok, a w reku przewodnik Lonely Planet nazywany potocznie wsrod turystow tutaj po prostu "the book"), to po Iranie chodzila tak:
- fachowo udrapowany szal w kolorze fuksji z surowego jedwabiu - taki surowiec jest wg mnie najlepszy bo nie grzeje jak sztuczne a przy tym jest czepliwy i nie zeslizguje sie z wlosow jak satyna albo cienki jedwab
- czarny bawelniany plaszczyk przed kolano kupiony jeszcze w Polsce, dosyc dopasowany (no coz, u mnie to nie sztuka, w koncu 68 kg zobowiazuje!) i z duza iloscia kieszeni co jest bardzo praktyczne bo i tak sie ma go caly czas na sobie wiec mozna sobie pochowac pieniadze, paszport, klucze czy co sie chce
- jeansy albo czarne spodnie
- zwykle sznurowane buty (ktore zaraz zreszta wyrzuce do smieci bo sa dziurawe, przemoczone i odrazajace).

Efekt chyba byl dobry bo wczoraj podali nam w kawiarni menu po persku a nie angielsku, a dzisiaj troje Iranczykow w ciagu godziny zapytalo mnie na ulicy o droge :) Aha, nigdy podczas mojego wyjazdu nikt nie zwrocil mi uwagi na nieodpowiedni stroj ani nie bylam swiadkiem zeby cos takiego przytrafilo sie komukolwiek innemu.

Oczywiscie wezcie pod uwage ze bylam tu tylko 2 tygodnie i to z perspektywy turystki - moze jest duzo miejsc i srodowisk gdzie jest zupelnie inaczej, ale w kazdym razie na ulicach mozna zobaczyc wlasnie z grubsza cos takiego jak powyzej opisane.

I jeszcze jedno - wiadomo ze to co mozna w danym czasie nosic wynika troche z tego jak bardzo wladze przymykaja oko (nieprzestrzeganie hidzabu to w Iranie przestepstwo). Jezeli nastapi jakies zaostrzenie kursu, za jakis czas moze sie okazac ze caly ww. opis sie zdezaktualizowal bo a) nie wolno sie malowac b) nie wolno w ogole pokazywac wlosow spod chusty, c) nie mozna nosic dopasowanych ciuchow itp itd etc. Juz raz w ciagu ostatnich 4 lat bylo takie nasilenie represyjnosci wiec trudno powiedziec czy nie nastapi znowu. Jest to oczywiscie sprawa z zakresu polityki a nie mody. Ale jestem pewna ze w kazdych okolicznosciach Iranki beda robily co sie da zeby testowac od wewnatrz granice tolerancji systemu w zakresie ograniczania mody i zeby w ramach istniajacych ograniczen wygladac jak najlepiej.


Jeszcze o Teheranie 26.4.2009 19:45 GMT+1
Zeby nie bylo, ze Teheran ma same dobre strony (bo raczej dalecy jestesmy od takiej tezy...), dzis zaczniemy od minusow, a wlasciwie skoncentrujemy sie na najwazniejszym z nich, czyli ruchu drogowym.

Teheran jest miastem wiecznie zakorkowanym. Z naszego niklego jak na razie doswiadczenia wynika, ze nie ma godziny specjalnie lepszej lub gorszej (owszem, mam nadzieje, ze jak bedziemy jechac na lotnisko o 4 rano, to uda sie w miare bezproblemowo:)
Na szerokich, czteropasmowych ulicach samochody stoja i to nie w czterech szeregach, tylko co najmniej szesciu! Oczywiscie zajezdzanie drogi, wymuszanie, nie ustepowanie pieszym jest na porzadku dziennym, no ale nie rozni sie to tak znowu od zasad ruchu drogowego obowiazujacych w Wietnamie. Dla pieszych jest moze troche gorzej, bo proporcja samochodow do motorkow jest zachwiana na korzysc pojazdow ciezszych i silniejszych. Co ciekawe, kierowcy trabia na siebie, ale raczej nie w celu karcenia przeciwnika, ale raczej ostrzezenia "uwazaj przejezdzam 2 cm od twojego lusterka". Zreszta nie wiem czy ktos tak naprawde przejmowalby sie lusterkiem... Jak jechalismy z lotniska, to w pickupie jadacym rownolegle obluzowala sie kratka zamykajaca naczepe i mocno uderzyla w nasza taksowke. A taksowkarz tylko sie rozesmial...

Jednym z charakterystycznych punktow Teheranu jest budynek bylej ambasady amerykanskiej, gdzie w latach 1979-1981 przetrzymywano ponad 50 zakladnikow wzietych do niewoli po zajeciu ambasady przez "studentow". Caly mur obmalowany jest zyczeniami wszystkiego najgorszego dla sympatycznego przeciez panstwa amerykanskiego:)



Dzis bylem na meczu ligi iranskiej! Perspolis Teheran zmierzyl sie z Rah Ahan i wygral 2-0. Pomimo tego ten slynny klub zajal dopiero 5 miejsce w lidze i moze wlasnie slaba postawa w tym sezonie byla powodem zenujaco niskiej frekwencji: nie sadze, zeby na 100-tysiecznym stadionie przypominajacym nasz Stadion Slaski bylo wiecej niz 2000 osob! Pewnie zadzialala tez pora meczu (w niedziele w srodku dnia - czyli tak jak u nas np. we wtorek o 14) i niezbyt atrakcyjny przeciwnik. Moze ze 300 osob calkiem aktywnie dopingowalo, a nad wszystkim czuwalo bacznie dwoch ajatollachow:



Jutro rano wyjezdzamy z Teheranu i w ogole z Iranu, ale to jeszcze nie koniec tej relacji! Jako, ze mamy duzo wiecej do opowiedzenia o tym ciekawym kraju, to od czasu do czasu cos nam zapewne przyjdzie do glowy i pojawi sie na tych skromnych lamach:)


Teheran, Teheran 25.4.2009 17:29 GMT+1
Sluchajac w podstawowce wiadomosci o wojnie iracko-iranskiej i o zasypywanym rakietami Teheranie, nie przypuszczalem, ze moja noga tu kiedys postanie. A teraz jestesmy, godzina lotu samolotem Fokker (tak!) wystarczyla, by z okolic Zatoki Perskiej znalezc sie w odleglosci pewnie ze stu kilometrow od Morza Kaspijskiego.

Pierwsze wrazenie calkie pozytywne. Miasto jest duze, ale jakos nie obezwladnia. Drogi sa szerokie, mnostwo przestrzeni, samochody lepsze, wiec nie spalaja smierdzacej olowiowej benzyny w takim stopniu, jak w innych, ubozszych miastach. Duzo parkow i zieleni - zwlaszcza w polnocnej czesci miasta, a tu wlasnie rezydujemy - mozna sie poczuc jak w Europie niemal:)

Korzystajac z tego, ze trwa weekend wybralem sie na gorujaca nad Teheranem gore Tochal (prawie 4000 metrow) by sprawdzic, jak wolny czas spedzaja mieszkancy stolicy. A generalnie wydaje sie, ze spedzaja go aktywnie. Cale zbocze czterotysiecznika pokryte bylo ludzmi spacerujacymi, piknikujacymi, wjezdzajacymi na gore kolejka. Ja tez chcialem wjechac kolejka, ale bylem najwyrazniej za pozno i sprzedali mi bilety tylko na dwa pierwsze etapy kolejki, a na trzeci juz nie. Coz bylo robic, wyjechalem na druga stacje posrednia (2700 metrow) i ruszylem w gore. Nieco spekalem, gdy temperatura spadla do zera, musialem przedzierac sie przez snieg, a zegarek nieublaganie odmierzal minuty, ale liczylem na to, ze kolejki nie zamkna o 2 po poludniu i bede mial szanse po ludzku zjechac. No i udalo sie:) Na gorze juz sie co prawda ustawila kolejka snowboardzistow (tak, pod Teheranem jeszcze w kwietniu da sie jezdzic na nartach). Oczywiscie dziewczyny-snowboardzistki zapominaja o chustach i jezdza po prostu w czapkach, kurtek tez nie maja zbyt dlugich - ach, gdyby tylko zobaczyla to policja obyczajowa!

Teheran to stosunkowo mlode miasto, wiec nie ma specjalnie wielu cennych zabytkow (wiekszosc "zabytkowych" budynkow powstala w XIX wieku i sa w zdobione w sposob - powiedzialbym - rustykalny w porownaniu do budzacych respekt XVI-wiecznych meczetow w Esfahanie). W sobote pomaszerowalismy wiec na bazar (zajmuje chyba kwadrat o bokach 3 km!), pogubilismy sie na nim kilka razy, ale naprawde ma sie tam wrazenie, ze biznes sie kreci: detal, hurt, kazda wlasciwie branza. Zapuscilismy sie przypadkiem w alejke, gdzie w kilkunastu sklepach sprzedawano tylko rolki z podrabianymi metkami do ubran. Niestety sprzedawca nie uczynil zadosc naszej prosbie i nie moglismy nabyc calego zwoju metek "D&G". Moze nie znalismy odpowiedniego hasla:)

Jutro (w niedziele) ostatnia kolejka tutejszej ligi pilkarskiej. Jesli uda sie dostac bilet, to na 90 minut stane sie kibicem teheranskiego Persepolis. O czym z przyjemnoscia natychmiast doniose:)


Shiraz i Persepolis 23.4.2009 19:33 GMT+1
Wczoraj szybko i bezpiecznie, droga ladowa, przebylismy 450 km z Yazdu do Shirazu, zatrzymujac sie po drodze w Naqsh-e Rostam i Persepolis. Oba miejsca to takie archeologiczne spoty, gdzie mozna ogladac pozostalosci po wielkosci panstwa perskiego z okresu VI-IV wieku przed nasza era. Okres swietnosci rozpoczal sie za Dariusza I i trwal przez jakies 200 lat zanim sympatyczne panstewko rozciagajace sie od Morza Srodziemnego i Balkanow az do Oceanu Indyjskiego i samych Indii nie zostalo najechane przez Aleksandra Macedonskiego (ciekawe czy pochodzil z terenu aktualnej Grecji, czy tzw. FYROM-u). Skutkiem najazdu byl nie tylko upadek imperium, ale i doszczetne zniszczenie pelniacego przypuszczalnie funkcje "tajnego" palacu Persepolis.

Persepolis zostalo podobno ponownie odkryte dopiero w XX wieku, chociaz jak sie dokladnie przyjrzec to na kilku kolumnach widac dopiski w stylu "tu bylem" pozostawione najprawdopodobniej w XIX wieku. Po wielu palacach zostaly wlasciwie tylko podlogi, schody, troche scian z reliefami i troche kolumn oraz bram. Sporo rzeczy jest odrestaurowanych i "dosztukowanych" - niektore niestety dosc tandetnie. Patrzac na teren Persepolis ma sie na pewno wrazenie ogromu pracy, jaka byla wykonana 2500 lat temu, ale trudno na podstawie pozostalosci wyobrazic sobie, jak mogla wygladac calosc. Dlatego na razie - zamiast obrazkow (bo internet sie slamazarzy) - proponuje wizyte na stronie z wirtualna prezentacja oryginalnego kompleksu.




W Persepolis najbardziej podobaly nam sie reliefy (czyli plaskorzezby bardziej po polsku), ale to i tak nic w porownaniu z innym miejscem (odleglym o kilka kilometrow), Naqsh-e Rostam. W zupelnie niespodziewanym miejscu w scianie skalnej wykute sa cztery ogromne grobowce, w ktorych pochowano wladcow Iranu - w tym wspomnianego juz Dariusza. Wneki z calymi wykutymi w skale izbami polozone sa bardzo wysoko, a zdobienia ciagna sie prawie az do samej ziemi. Jak tylko bedzie mozna, to zuploadujemy zdjecia, bo dopiero na nich widac, jaka musiala byc skala calego przedsiewziecia.

Nie umniejszamy nic zabytkom z czasow starozytnej Persji, ale bardziej podobal nam sie Angkor Wat + okoliczne swiatynie. Moze dlatego, ze byly lepiej zachowane (bo w koncu o polowe mlodsze), a moze dlatego, ze ich lokalizacja byla jeszcze bardziej niesamowita. Ale na pewno Persepolis to numer dwa!

Jak juz o numerach (i liczbach) mowa, to nalezy sie wszystkim krotka instrukcja uzytkowania tutejszego systemu pienieznego. Jak mozna wyczytac z tabel kursowych, jeden dolar to ok. 10000 riali. W powszechnym uzytku nie podaje sie jednak (w wiekszosci przypadkow) cen w rialach, ale w "tomanach". Toman to 10 riali - troche to komplikuje sprawe, ale dobrze, ze Iran pozostal przy systemie dziesiatkowym;) Zeby bylo jeszcze dziwniej, 1000 tomanow to jednostka pieniezna, ktora podaje sie uzgadniajac ceny na migi, gdy trudno sie dogadac z powodu bariery jezykowej. 3 palce taksowkarza, to 3000 tomanow, czyli 30000 riali za kurs taryfa. Albo inaczej - 3 palce = 3 dolary. Oczywiscie glupawi turysci maja z tym troche zagwozdek i zapewne czasem zdarza im sie zaplacic za cos 10 razy wiecej niz trzeba, no ale to juz ich problem:)

Teraz siedzimy w Shirazie - miescie, gdzie przez smrod fatalnej jakosci paliwa spalanego przez tysiace aut przebija sie niesmialo zapach kwiatow pomaranczy, no bo przeciez mamy wiosne, a Shiraz slynie z ogrodow. W ogole duzo tu zieleni, parkow, ogrodow (trzeba placic za wejscie) - te ostatnie sluza jako nieoficjalne miejsca spotkan towarzyskich, przy czym najczesciej "towarzystwa" licza 2 osoby:) Zeby jednak nie bylo za slodko, po alejkach chodza straznicy i jak cos nie gra (ktos siedzi w cieniu pod murkiem, albo za blisko innej osoby), to od razy rozlega sie gwizdek... W niektorych ogrodach zamiast lawek sa dwa kamienne jednoosobowe "postumenciki" usadowione w odleglosci pol metra, tak, zeby mozna bylo spokojnie porozmawiac, ale juz nic wiecej...



Udalo nam sie troche tu odpoczac i nawdychac swiezszego powietrza, a jutro rano (7.00) lecimy do Teheranu. Zaleglosci zdjeciowe nadrobimy jak najszybciej tylko sie da. A teraz spadamy, bo weekend (czwartek / piatek) w pelni i iranska ulica przechadzaja sie grupki wystrojonych dziewczat i chlopcow dajac nam wiele okazji do dalszych socjologicznych obserwacji:)


<< Poprzednie 1 2 3 Następne >>

Content Management Powered by CuteNews

© hominski.net 2005-2010
wejść od 29.01.05