W listopadzie odwiedzilem kraj znany pod oficjalna miedzynarodowa (choc obelzywa dla jego mieszkancow) nazwa F.Y.R.O.M, czyli Byla Jugoslowianska Republika Macedonii. Nie da sie ukryc, ze fajnie wyrwac sie w listopadzie z kraju, gdzie sa ciagle chmury, pada deszcz, a ludzi dopada jesienna depresja. Ja w tym czasie moglem siedziec na tarasie kawiarni na jeziorem, popijac kawe i sie opalac:)) Ale o tym za chwile.
Zacznijmy od Sofii - tam dolecialem z Warszawy (bilet za mile z Miles&More, w koncu na cos sie zdalo to zbieranie punktow...) - z tego co widzialem przez pare godzin miasto brzydkie, dziadowskie, raczej malo historyczne, a jednoczesnie niezbyt nowoczesne. W zadnym wypadku nie robi wrazenie stolicy kraju nalezacego do UE. Dla mnie mialo jednak dwie zalety - tam laduje najblizszy Macedonii bezposedni samolot z Warszawy, a poza tym - co nie bylo bez znaczenie - tam wlasnie zawitalo w ramach wschodnioeuropejskiej trasy moje ulubione Nomeansno.
Zostawiajac koncert na boku - i Sofie tez, bo zrobila w sumie co najwyzej srednie wrazenie - nastepnego dnia rano udalem sie busikiem wypelnionym glownie macedonskimi robotnikami do Skopje (220 km, ponad 5 godzin jazdy, kontrola graniczna w zupelnie starym stylu z otwieraniem torb i plecakow...). [Skopje bylo oczywiscie... nastepnym punktem na trasie Nomeansno]. Tu zrobilo sie troche bardziej hardcore'owo. Jeszcze dworzec autobusowy wyglada naprawde nowoczesnie (tablice swietlne, wszystkie informacje w cyrylicy i po angielsku, zintegrowany dworzec kolejowy, generalnie czystko i kulturalnie), ale kilkaset metrow dalej zaczyna sie juz niezly balagan - choc nie bylem nigdy ani w Turcji, ani w Ukrainie (tylko przejazdem), to tak mozna by sobie wyobrazac miks tych krajow...
Samo Skopje nie jest jakims ciekawym miejscem - ma kilka zabytkow (glownie z czasow panowania tureckiego, np. kamienny most na rzece Vardar), ale trzesienie ziemi z 1963 zniszczylo prawie cale miasto, do dzis zreszta odbudowywane. O ile jednak dzis robi sie to w sposob w miare uporzadkowany, to rekonstrukcja dokonana w czasach jugoslawianskich raczej oszpecila miasto. Poza tym przyciagnela tlumy - zamiast 200 tysiecy ludzi (jak przed trzesieniem) dzis w Skopje mieszka 700 tysiecy ludzi, czyli 1/3 mieszkancow Macedonii! Mozecie sobie wyobrazic intensywnosc zabudowy, korki, tlumy. W miescie mieszka tez sporo ekspatow - na budynkach biurowych powiewaja europejskie flagi (Macedonia od dwoch lat ma status kandydata do UE), sluzbowe terenowe samochody parkuja gdzie popadnie, ceny hoteli sa wysokie. Obcokrajowcy wydaja swoje pieniadze, ale i zawyzaja ceny w miescie. Sam poznalem mlodego Holendra, ktory jest doradca miejscowej policji, a mieszka w Skopje z zona Brazylijka. Jego kolega, rodowity Macedonczyk mieszka w Skopje ze swoja holenderska dziewczyna - a na pewno takich przykladow mozna znalezc wiecej.

Ze Skopje ruszylem do Ohridu (160 km, 3h), glownego turystycznego celu wizyty w Macedonii. Ohrid, miasteczko zalozone jeszcze w sredniowieczu, lezy nad jeziorem Ochrydzkim (na granicy Macedonii i Albanii), a slynie z tego, ze podobno kiedys bylo tam 365 kosciolow - obecnie jest znaczaco mniej, ale patrzac na niektore (malutenkie, powiedzmy 8 na 10 metrow...) mysle, ze to zupelnie mozliwe. Bardzo fajnie polozone, nad jeziorem, w gorach, poza sezonem bylo naprawde pusto i przyjemnie (dolaczam spora galerie zdjec) - sadzac po ilosci hoteli czy kwater prywatnych w sezonie jest troche bardziej tlocznie, ale i tak na pewno luzik w porowaniu z taka Chorwacja...
Po dwoch dniach i doglebnym zwiedzeniu Ochrydu musialem wrocic do Skopje, skad mialem samolot do Pragi, bo tak sprytnie wszystkie sobie ustawilem, ze za dalsza czesc wycieczki placila juz moja firma, ktora wyslala mnie wlasnie do Pragi na konferencje:)
Teraz cos dla ciala - kuchnia w Macedonii jest dosc prosta, typowe sa potrawy, ktore Polak kojarzy z Bulgaria, Serbia, czy Turcja. Zaczynajac od sniadania - tradycyjnym posilkiem jest burek - kawal plaskiego ciasta francuskiego nadziany serem lub mielonym miesem (widzialem i wersje gourmet ze szpinakiem...). Burek dostajemy na talerzu pokrojony w mniejsze kawalki, jemy rekami popijajac jogurtem. Burek jada sie rowniez w innych krajach - od Turcji, przez Grecje, Albania, Rumunie, do Tunezji, a nawet w Armenii. Na obiad moze byc musaka, czesto z miesem baranim. Tradycyjnym wyborem jest tava - to ogolna kategoria opisujaca potrawy zapiekane kilkadziesiat minut w piecu w czyms pomiedzy malym rondelkiem, a patelnia. Zapiekane skladniki obejmuja zwykle cebule, papryke, czosnek, baklazana, fasole, czasem mieso. Bardzo dobre i pozywne! Do tego sałatka szopska, czyli ogorek i pomidor posypany startym serem sirenje - to ser typu greckiej fety, choc niekoniecznie owczy. Na koniec herbata lub kawa po turecku (to jedna z pozostalosci tureckiego panowania). Wszystko popijamy oczywiscie rakija:)
Pare slow o kosztach - nie sa duze (poza noclegami w Skopje). Sniadanie (burek i jogurt) 40 denarow (1 EUR = 60 denarow), obiad kosztowac moze 200 do 400 denarow (za musake, salatke szopska, piwo, herbate i rakije sam placilem 300), pyszne macchiato wszedzie mozna dostac za 30-40 denarow. Transport: bilet na trzygodzinna trase autobusem 300 denarow, czyli jakies 18 zlotych. W obrebie Skopje taksowki kosztuja 50 denarow na kazdy dystans do bodaj 3 kilometrow! Nic dziwnego w takim razie, ze najnizszy nominal banknotow to 10 denarow, czyli odpowiednim naszych 60 groszy;))
Porozumiewanie sie jest proste - na dobra sprawe, jak ktos sie uprze i bedzie mowic po polsku, to tez bedzie zrozumialy. Macedonski jest bliski bulgarskiemu (do dzis zreszta oba kraje kloca sie, ktory jezyk byl pierwszy, Bulgarzy z wyzszoscia traktuja macedonski jako dialekt bulgarskiego, Macedonczycy dowodza, ze cyrylica powstala w Ochrydzie...). Litery, ktorych sie uzywa, sa nieco inne od tych, ktore my (no, powiedzmy, starsi z nas:) znamy z lekcji rosyjskiego - np. J i T sa takie, jak w alfabecie lacinskim. Z ciekawostek - rzeczowniki maja forme inna niz w mianowniku tylko w wolaczu:)) jak zamawia sie dwa piwa, trzeba powiedziec "dve pivo"...W jezyku pisanym wystepuje sporo slow pochodzacych z innych jezykow - np. "berbernica" oznacza "barber shop", czyli fryzjera... W przeciwienstwie do takich Chorwatow Macedonczycy nie udaja, ze nie rozumieja obcych jezykow i chetnie odpowiadaja po angielsku. Nie obrazaja sie tez, gdy ktos kaleczy ich jezyk...
To byly milo spedzone 4 dni. Macedonia jest jeszcze troche zapuszczona, ale szybko sie rozwija i ambicje sa duze. Pontencjal turystyczny jest spory, choc naplyw turystow na pewno zmieni ten kraj. Infrastruktura na razie jeszcze nie jest najnowoczesniejsza, ale szybko sie to zmienia - czego najlepszym przykladem jest powszechna dostepnosc darmowego internetu bezprzewodowego... Ludzie przyjazni i otwarci, fajnie bedzie odwiedzic Republike Macedonii jeszcze raz - szkoda, ze nie wylosowalismy ich w eliminacjach nastepnych pilkarskich mistrzostw swiata;))
I na koniec pytanie dla cierpliwych: co to jest?
 |