Kalifornia

 Dziennik
 Kulinaria
 Mapa
 

 Galeria

 Zdjęcia stare i nowe
 

 Krótkie wypady

 Węgry
 Bruksela
 Mediolan
 Macedonia
 Irlandia
 Kraj Basków
 Słowenia
 

 Turcja/Iran

 Dziennik
 Kulinaria
 O Iranie
 Mapa
 

 Wietnam/Malezja

 Dziennik
 Kulinaria
 Mapa
 Nasze plany
 

 Kanada

 Dziennik z BC
 British Columbia
 Mapa
 Plany
 Nomeansno
 

 Nowa Zelandia

 Dziennik z NZ
 Kulinaria
 Mapa
 Zwierzęta
 Dobre rady Homika
 Co zobaczymy?
 NZ - almanach
 

 Azja Płd.-Wsch.

 Dziennik z Azji
 :: Kulinaria ::
 Dobre rady Homika
 Mapa
 

 Linki

 Ciekawe strony
 

 Szukaj w newsach

 






pradawny azjatycki obyczaj popoludniowej herbatki 12.3.2005 12:09 GMT+1
Jestesmy juz w Bangkoku, a dokladnie w Sheraton Grande Sukhumvit - tak sie nazywa nasz hotel. Robimy sobie ful wypas na zakonczenie wyjazdu, i wypas ten rozpoczal sie po przyjezdzie od bufetu pod haslem Saturday Afternoon Tea (globalizacja, panie, nie omija tez i Azji). Niniejszym informuje, ze do jedzenia bylo co nastepuje:

- rozne rodzaje herbaty w duzych srebrnych dzbankach, do tego dzbanuszek z mlekiem
- rozne rodzaje owocow na metrowej wysokosci rzezbionej paterze z lodu
- miniszaszlyczki z roznymi sosami, malze owijane bekonem nadziane na lodyzke trawki cytrynowej i zapieczone itp.
- krewetki albo szaszlyki z krewetek i innych dodatkow podawane w kieliszku z pomidorowym koktajlem i udekorowane listkami roznych salat
- koreczki ze swiezego tunczyka doprawionego bialym i czarnym sezamem, w sosie sojowym
- wedzony losos z roznymi dodatkami: sos smietanowy, musztardowy, chrzanowy, kapary, czastki limonek itp.
- wybor serow z figami i suszonymi morelami, do tego chrupki chleb i krakersy
- rozne rodzaje sushi
- skladniki do samodzielnego przyrzadzania salatki Cezara - rzymska salata, pomidory, grzanki, chrupiacy bekon, gesty sos z dodatkiem parmezanu
- wybor minibuleczek (maslane, pelnoziarniste, ciabatta), z ktorych na zamowienie kucharz przygotowywal kanapeczki z roznymi rodzajami szynki, rostbefem itp., majonezem, musztarda, pomidorami, salata, korniszonami
- angielskie buleczki (same albo z rodzynkami) i mufinki, do tego smietana i dzem truskawkowy
- smazone slodkie placki z roznymi dodatkami (dzem, miod, bakalie, sos waniliowy)
- wybor roznych miniciasteczek i trufli (np. mini creme brulee, mini tiramisu, trufle z maslanym nadzieniem o smaku zielonej herbaty, bakaliowe trufle w bialej, mlecznej i ciemnej czekoladzie, babeczki nadziewane musem czekoladowym, mini brownie itp.)
- mus czekoladowy, ciasto czekoladowe, tarta orzechowa, sernik

Nie musze chyba dodawac ze sprobowalismy prawie wszystkiego. Teraz jestesmy tak obzarci ze natychmiast musze konczyc bo nie moge sie ruszac. Zegnam Panstwa.


Co jedlismy na Ko Phi Phi 11.3.2005 13:59 GMT+1
Faktycznie nie odzywalismy sie dosc dlugo, co bynajmniej nie oznacza, ze nie jedlismy nic na Ko Phi Phi. Wrecz przeciwnie, jedlismy tam bardzo duzo i czesto, a jeszcze wiecej, jak przystalo na prawdziwych Polaczkow, pilismy!

Nasz hotel byl dosc odciety od swiata i w zwiazku z tym bylismy zdani na hotelowa restauracje. Wbrew pozorom byla ona jednak bardzo dobra i miala osobne tajskie menu, ktore z zapalem eksplorowalismy.

Sniadania pomine, gdyz byly niejadalne i musielismy zmienic swoje kambodzanskie przyzwyczajenia (szejk z mango i kwasna zupa z ryba i papaja) na prozaiczne omlety i platki z mlekiem. Zenada...

Wieczorami jednak rekompensowalismy to sobie z nawiazka. Przede wszystkim godne uwagi bylo stoisko ze swiezymi owocami morza - homary, homarce (to takie male homary), ogromne krewetki tygrysie, kraby itp. Wybieralo sie delikwenta, ktory nastepnie poddawany byl grillowaniu i konsumowaniu, na przyklad w towarzystwie bardzo ostrego, a przy tym slodkiego tajskiego czerwonego sosu curry, albo slodkiego i gestego sosu tamaryndowego o smaku troche przypominajacym powidla sliwkowe.

Poza tym w hotelu bylo duzo rodzajow curry: czerwone - strasznie ostre, z papryczkami chili, zielone - tez ostre, ale o innym smaku, i zolte, slodkawe, chyba najlagodniejsze, chociaz jak na europejskie standardy tez bardzo ostre. Wszystkie zawieraly mleko kokosowe, liscie kaffiru, tajska bazylie - polaczenie tych przypraw, a czasem takze trawy cytrynowej i limonki, daje wlasnie ten charakterystyczny dla tajskich curry smak - z hinduskimi curry ma to wspolna tylko konsystencje (bo w sosie) i nazwe (bo curry). Mogly byc na przyklad z warzywami: minikukurydze, malutkie baklazanki niewiele wieksze od zielonego groszku, swieze szparagi itp. Albo z owocami morza. Albo z krewetkami, oczywiscie swiezymi i duzymi, a nie taka popelina jak w polskich restauracjach. Pyszne bylo tez czerwone curry z plasterkami pieczonej kaczki i owocami lychee.

Poza tym jak zwykle mozna bylo liczyc na takie pewniaki jak zupa Tomka (a wlasciwie Tom Kha) - najwyrazniej Tomek robil taka pyszna zupe ze az Tajowie nazwali ja tak na jego czesc... Jest to lagodna zupa zawsze z mlekiem kokosowym, limonkami, trawa cytrynowa i imbirem albo galgantem, a do tego rozne smieci. Moze byc Tom Kha Gai (z kurczakiem), Tom Kha Goong (z krewetkami), Tom Kha Galay (z owocami morza).

Wszedzie sa tez dostepne owocowe szejki (czasem z mlekiem, a czasem bez) z mango, ananasa, banana, albo swiezo wyciskane soki z owocow (pomaranczy, limonek, arbuza itp.). Pyszna jest tez mrozona herbata - nie swinstwo z kartonu skladajace sie z samych konserwantow i aromatow, tylko prawdziwa herbata z duza iloscia kostek lodu, czesto z mlekiem (w naszym hotelu podawano ja z dzbanuszkiem mleka i dzbanuszkiem cukrowego syropu, wiec kazdy mogl sobie doprawic jak chcial). Zawsze i wszedzie sa tez dostepne swieze owoce - slodkie mini banany i mini ananasy, arbuz, papaja, a takze cos co tutaj nazywano dragon fruit, a w Polsce czasami bywa pod nazwa pitihaya czy cos rownie latwo dajacego sie przerobic na dwa brzydkie wyrazy w dopelniaczu... Natomiast prawie w ogole nie ma deserow w tradycyjnym rozumieniu. Czasami mozna gdzies dostac jakby pudding z kleistego ryzu, ale nie probowalam. Na deser podaje sie zwykle owoce.

No, ale najwazniejsze byly drinki! Po skrupulatnym wybadaniu prawie calej karty drinkow (cala strona A4...) i wypiciu licznych Pinacolad, Planter's Punchow, Bloody Marys, Mai Tai itp. doszlismy do wniosku, ze najlepszy jest drink o nazwie Tai Rom Prao, podawany w wielkim swiezym orzechu kokosowym, skladajacy sie ze swiezego mleka kokosowego, soku ananasowego, soku z limonki i rumu, oraz niezliczonych kostek lodu. A, i ozdobnej miniparasolki, ktorej wszelako nie konsumowalismy. Byl naprawde gigantyczny i pyszny.

Podsumowujac, tajska kuchnia jest bardzo fajna i przy lekkim podrasowaniu daje sie spokojnie przygotowywac w Polsce (no, moze z wyjatkiem Tai Rom Prao...), chociaz nie obejdzie sie bez zakupow w sklepie z orientalna zywnoscia. Ale naprawde warto, bo to bardzo proste w przygotowaniu jedzenie, do tego pyszne i zdrowe.


no to moze na kielbaski z kiszona kapusta i weissbierem? 2.3.2005 12:22 GMT+1
W Siem Reap, w ktorym zadekowalismy sie na kilka dni, nie mozna narzekac na brak kulinarnego zroznicowania. Jest nawet niemiecka restauracja, stad tytul posta. Z tym ze tak sie zlozylo, ze jednak nie skorzystalismy - zupelnie nie wiem, czemu...

Kuchnia kambodzanska jest podobna do tajskiej, ale mniej ostra i mniej intensywnie przyprawiona. Duzo jest roznych potrawek w sosie typu curry, ale przyprawianych po tajsku a nie indyjsku - z trawka cytrynowa, liscmi limonki, mlekiem kokosowym, imbirem albo pokrewnym mu galgantem, i tak dalej. Jedlismy na przyklad pyszna zupe z zielonej papai z dodatkiem cienkiej zielonej fasolki, polowek malych baklazanow, wieprzowina (Ania) albo ryba (Homik) i tak dalej. Pojecie "zupa"jest tu dosc umowne - zupy kosztuja prawie tyle co drugie dania, i dostaje sie gigantyczna miske pelna duzych kawalkow miesa albo warzyw, z nieduza iloscia plynu, do tego miska ryzu, tak wiec obiad gotowy. Albo kolacja. Albo sniadanie. Tu nie ma specjalnej roznicy. Juz sie przyzwyczailismy i tez tak zremy. Moze nawet zaprowadzimy takie zwyczaje w Polsce i bedziemy wszystkim obrzydzac wspolne sniadania na wyjazdach...

Do picia moga byc swiezo wyciskane soki, albo szejki ze zmiksowanych owocow, np. mango, ananasa albo bananow, najczesciej bez mleka, tylko z drobno rozkruszonym lodem, w sam raz na ten dziki skwar, ktory tu panuje. Moze tez byc iced tea, ktore wyglada tak, ze do wysokiej szklanki wypelnionej kruszonym lodem wlewaja herbate z mlekiem i cukrem. Albo tutejsze piwo-siki o nazwie, a jakze, Angkor. W tutejszych calkowicie zwesternyzowanych knajpach sa tez oczywiscie drinki takie same jak wszedzie na swiecie, kosztuja mniej wiecej tyle co obiad w dobrej tutejszej knajpie albo trzy obiady w takiej sobie tutejszej knajpie, wiec w sumie nie wiem czy warto.


PS. Sniadanie w hotelu 27.2.2005 14:29 GMT+1
Osobno postanowilam napisac o sniadaniu, ktore jedlismy dzisiaj w hotelu - mysle, ze udalo mi sie skomponowac zestaw konkurencyjny wobec ostatniej wyliczanki Homika, gdyz zjadlam:

1. swiezego ananasa, arbuza i papaje
2. salatke owocowa w syropie cynamonowym
3. ryz smazony z wieprzowina i jajkiem
4. jogurt z owocami
5. francuskie tosty z syropem klonowym i smazonym bekonem
6. herbate z mlekiem i cukrem
7. zupe - kleik ryzowy z kalmarami, posypana cebulka i chili
8. logany - takie male owocki podobne do lychee, biale slodkie i glutowate

Wszystko bylo bardzo dobre a najlepszy punkt 7. A jutro zjem sobie jeszcze mleko sojowe z galaretka kokosowa.


Pasza w Bangkoku 27.2.2005 14:23 GMT+1
W Bangkoku wyglada na to, ze je sie wszedzie. Na ulicy, w sklepie, na krawezniku, pod swiatynia, i ogolnie gdzie popadnie. Wiekszosc barow to takie male stoiska na ulicy, gdzie mozna zjesc na miejscu albo tez dostac pasze na wynos w plastikowym worku, z ktorego sie je. Do jedzenia sa rozne rodzaje curry w mleku kokosowym, potrawki z miesa i warzyw, na przyklad z malymi baklazanami, do tego ryz. Albo makaron z roznymi smieciami zawiniety bardzo sprytnie w bardzo cienki omlet. Pelno tez jest malych szaszlyczkow z roznych rzeczy - ochlapow miesa, skrzydelek kurczaka, kawalkow kalamarnicy, pulpecikow rybnych i tak dalej. Do picia jest swiezo wyciskany sok z mandarynek, po prostu pyszny. Sprzedaja go w malych buteleczkach ustawionych w skrzyni z lodem. Albo male kokosy, ktore trzymaja w lodzie i na biezaco przekrawaja i podaja z rurka, przy uzyciu ktorej wypija sie ze srodka slodki i smierdzacy plyn, ktory smakuje Homikowi. Dzisiaj jadlam tez male jajka przepiorcze usmazone jak sadzone, podane w duzej ilosci z sosem sojowym. W zasadzie mozna by wymieniac godzinami, bo w Bangkoku jedza wszyscy, wszedzie, caly czas i wszystko.


<< Poprzednie 1 2 3 Następne >>

Content Management Powered by CuteNews

© hominski.net 2005-2010
wejść od 29.01.05