|
|
|
NOWA ZELANDIA 2.3.2006 16:11 GMT+1
|
WJAZD: Od 1 maja 2004 roku Polacy nie potrzebują wiz, aby wjechać na terytorium Nowej Zelandii. Czasem urzędnik imigracyjny prosi o pokazanie powrotnego biletu lotniczego. Standardowa pieczątka w paszporcie upoważnia do trzymiesięcznego przebywania na terytorium Nowej Zelandii. KASA: 1 dolar nowozelandzki to ok. 2,1-2,2 złotego. Nie ma żadnych problemów z wypłatami z bankomatu czy zamianą innych walut (w granicach rozsądku...). Ceny na poziomie europejskim, o czym niżej. KOMUNIKACJA: Żadnych problemów: można jeździć autostopem, autobusami (droga impreza: 30-50 dolarów za 4-6 godzin jazdy), pociągiem (atrakcja turystyczna sama w sobie), ale najszybciej jest samolotami. Bilety na przeloty krajowe kosztują ok. 100 NZD, ale opłaca się je kupować wcześniej, gdyż wiele tras lokalnych obsługują kilkunastomiejscowe maszyny. Wynajem samochodów bardzo opłacalny, ceny juz od 25 NZD + ubezpieczenie. Drogi w dobrym stanie, średnią prędkość można planować na 75-80 km/h. Ruch lewostronny! NOCLEGI: W wersji budżetowej nocleg może kosztować od 0 NZD (darmowe pola campingowe), przez ok. 10 NZD (campingi), 20 NZD (sala wieloosobowa w "backpacker's", czyli takim ichniejszym guesthousie), do 50-60 NZD (dwójka w backpacker's). Porządniejsze są bardzo popularne motele, niektóre w całkiem dobrym stanie - średnio ok. 100 NZD za przestronny segmencik. Podobne są zlokalizowane w turystycznych okolicach holiday parki, gdzie za podobną cenę można przespać nawet do 4-5 osów w jednym segmencie. Tańsze, ale porządne hoteliki w miastach to ok. 100-150 NZD. JEDZENIE: całkiem dobre. Biznesy restauracyjne kwitną, a oprócz licznych knajpek etnicznych (głównie kuchnia azjatycka: tajska, japońska, chińska, malezyjska, hinduska) bardzo modne są restauracje przygotowujące potrawy na bazie świeżych lokalnych składników (pyszna jagnięcina, nowozelandzkie małże, łososie z Akaroa, kumara czyli ichniejszy ziemniak itp) z wykorzystaniem sposobów przygotowywania czy przyprawiania dań w sposób przywolujący skojarzenia z Azją czy wyspami Pacyfiku. Takie coś nazywają tam "gourmet", a tu znaleźć można kilka opisów takich lokali i konkretnych dań. Główne danie w restauracji kosztuje 15-30 NZD, porcje są duże. Fastfoody (fish&chips, kebaby, burgery, stoiska z azjatyckim jedzeniem) kosztuja 5-10 NZD. TRZEBA ZOBACZYĆ: West Coast, czyli zachodnie wybrzeże Wyspy Południowej. Tam nam sie podobało najbardziej, piękne krajobrazy z górami, lodowcami, jeziorami, morzem i wielkimi przestrzeniami. Po prostu scenografie z "Władcy Pierścieni". Queenstown - samo miasto to może nie warto (choć ciekawie patrzeć na tabuny Japończyków obsługiwane w sklepach przez rodowitych Japończyków...), ale Queenstown jest mekką dla amatorów skoków spadochronowych, bungy, raftigu, kajaków górskich i wszystkiego co można wymyślić dla podniesienia poziomu adrenaliny okolice Kaikoury - wiele możliwości podpatrywania morskich zwierząt i najlepsze jedzenie, którego w Nowej Zelandii próbowaliśmy. I w ogóle fajne miejsce:) termalne obszary Wyspy Północnej - jeśli nie było się w Islandii na przykład... Auckland - jedyne naprawdę duże miasto. Widać, że tętni życiem, no i jest świetnie położone. Jeśli ma się więcej czasu warto wybrać się na kilkudniową trasę w którymś z parków narodowych. Warto rezerwować wcześniej, gdyż są parki, gdzie wpuszczają dziennie 20 osób! OSTATNIE RADY: na południowej wyspie zawsze warto mieć przy sobie coś przeciwdeszczowego - pogoda lubi się często zmieniać... |
|
|
|
|