Street food

Japońskiemu jedzeniu ulicznemu można by zapewne poświęcić sporą monografię, ale byłoby to nie do przyjęcia w skromnych ramach poczytnej rubryki kulinarnej, która jest pomyślana tak, aby dało się przeczytać każdy wpis w krótkim czasie, jaki przypada między poszczególnymi posiłkami. Dlatego do rzeczy! Oto co nam szczególnie zapadło w pamięć:

Gyoza

Przepyszne malutkie pierożki z cieniutkim ciastem. Nie są ani smażone, ani gotowane na parze, ale coś pomiędzy: najpierw smaży się je na blasze, a pod koniec podlewa małą ilością wody, przykrywa i przez chwilę trzyma w parze. Efekt jest wyborny – każdy pierożek jest rumiany, ale miękki i ultradelikatny. Jedliśmy gyozę w rewelacyjnym barku Hohei w Kioto – ta mała narożna dziupla na kilkanaście stłoczonych osób jest nawet w przewodniku Michelin! I bardzo słusznie, bo gyoza jest tu przepyszna. Nic dziwnego, że po zjedzeniu jednej porcji człowiek natychmiast zamawia kolejną. Do tego śliwkowe umeshu albo piwo i można by tak siedzieć i siedzieć – ale nie da się, bo kolejka czeka i trzeba zrobić miejsce dla następnych.

Okonomiyaki

Trudno opisać co to jest okonomiyaki – niektórzy mówią, że to japońska pizza, ale według mnie lepiej powiedzieć, że to bardzo gruby naleśnik z mnóstwem smażonej na blasze kapusty i innych dodatków wmieszanych do ciasta. Próbowaliśmy tego czegoś w Yamazaki. Jak to często bywa, bardzo mała knajpka, oprócz nas może 2-3 osoby, pani w średnim wieku uwija się i smaży okonomiyaki bezpośrednio na płytach grzewczych na stole. Najpierw podsmaża kapustę, potem dodaje dodatki wg zamówienia, potem zalewa to ciastem, formuje gruby placek, dodaje zieleninę (no trudno) i dosmaża. A na końcu polewa wszystko MAJONEZEM! I do tego to wszystko dzieje się tuż obok destylarni whisky Yamazaki, której kolekcja stoi też w lokalu nad barem. Jestem wniebowzięta.

Takoyaki

Japoński odpowiednik kebabu, czyli coś, co je się późną nocą i niejednokrotnie w stanie wskazującym na spożycie, które akurat nie podlega opisowi w rubryce kulinarnej. Produkcja wygląda spektakularnie – na wielkiej blasze z okrągłymi wgłębieniami smażą się kawałki ośmiornicy unurzane w bardzo gęstym beszamelu. Takoyaker zręcznie obraca poszczególnymi kawałkami w formie, tak że w końcu formują się z tego okrągłe i rumiane pulpeciki. Potem jeszcze artystyczne drzyzgi sosów, posypka z płatków tuńczyka bonito i wydawka. Niech was nie zwiedzie niewinny klopsikowaty wygląd – w środku znajduje się maź o konsystencji i temperaturze wulkanicznej lawy. Umiłowanie Japończyków do gorącego jedzenia znajduje tu swoją ekstatyczną kulminację. Prymitywom z Europy zostaje studzenie, chuchanie, dmuchanie lub poparzenia jamy ustnej drugiego stopnia, które jak wiadomo nie są stanem pożądanym, osobliwie na wakacjach. Smacznego!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>