Heart’n Tree – trochę inna Japonia

Wieś Tsurui to idealne miejsce do oglądania japońskich żurawi, które się tu co roku zlatują, głównie dlatego, że zwyczajowo wysypywano im tu jedzenie i tak już przywykły. Tsurui jest na liście 100 najpiękniejszych wsi Japonii – widząc silosy z blachy falistej aż truchleję na myśl, jak wyglądają wsie, które nie znalazły się na tej liście. No chyba że w Japonii zostało już w ogóle tylko 100 wsi, reszta to miasta i przedmieścia.

Mieszkamy w miejscu o nazwie Heart’n Tree i jak na Japonię jesteśmy w głuszy – nie dość że na mało zaludnionym Hokkaido, nie dość że na wsi a nie w mieście, to w zasadzie już całkiem poza wsią, a z okien naszego miniaturowego domku widzimy tylko lasy, pola i dom gospodarzy. Taki luksus odosobnienia to tutaj chyba rzadkość. Właścicielka tego wyjątkowego miejsca to trochę outsiderka – mieszka na uboczu, nie chodzi do pracy, nosi pstrokate, chyba własnoręcznie wydziergane ubrania, trzyma kozy, robi sery i tak dalej. W duchu dorabiamy sobie do tego teorię o ucieczce z japońskiego wszechogarniającego systemu norm, nakazów i zakazów, ale może to tylko takie nasze wyobrażenia. W każdym razie to miejsce naprawdę ma w sobie bardzo pozytywną energię. Wieczorem siedzimy sobie przy bijącym ciepłem piecyku, w nocy słyszymy ryczące jelenie, rano budzą nas ptaki i słońce, a kiedy o 7 rano przychodzimy na śniadanie, kuchnię wypełnia już zapach świeżo upieczonych bułeczek. To, jak nas tu karmiono, przechodziło wszelkie pojęcie, i mowa tu zarówno o ilości, jak i jakości. Rano dostawaliśmy kilka rodzajów jeszcze gorących bułeczek upieczonych na miejscu, masło, własne dżemy a to z jabłek i róży, a to z czegoś innego, pyszny miód o smaku różanym, jajka i czego to tam jeszcze nie było. Na kolację pizzę z przygotowanym na miejscu serem i sernik z lodami z serwatki, a drugiego dnia sukiyaki, czyli kociołek z wrzącym bulionem z dodatkami do gotowania własnoręcznie. Nie wiem czy słowo „dodatki” jest właściwe, biorąc pod uwagę, że był to chyba kilogram różnych wiktuałów, od mięsa, przez ryby, różne warzywa, grzyby aż do tofu i makaronu. Ledwo daliśmy radę, a przecież zostawić nie wypada bo jeszcze wyjdzie że nie smakowało…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>