Penang, a wlasciwie Georgetown

Dwie i pol godziny lotu z Kota Kinabalu w kierunku zachodnim (czyli tyle co z Warszawy do Londynu), i wciaz jestesmy w Malezji. Wyspa Penang liczy kilkanascie kilometrow na dwadziescia kilka i charakteryzuje sie chyba najwiekszym zageszczeniem Chinczykow na metr kwadratowy. Jak wiadomo Malezja jest krajem wielorasowym, oprocz Malajow (przybylych tu z terenow obecnej Indonezji) mamy tu Hindusow i wlasnie Chinczykow, no i oryginalnie zamieszkujacych te ziemie „Orang Asli”, czyli liczne i zarazem nieliczne plemiona. Liczne, bo jest ich kilkadziesiat, a nieliczne – bo najmniejsze licza ledwie po 100 przedstawicieli.

Penang w kazdym razie jest w przewazajacej czesci chinski, bo dlugo nie byl w ogole zamieszkaly, w XVIII wieku zalozono tu osade, ktora z czasem stala sie strategicznym brytyjskim portem w Azji Poludniowo-Wschodniej (jeszcze zanim urosl w sile Singapur). Mozliwosci prowadzenia handlu i w ogole biznesu przywabily tu Chinczykow, a XIX wieku miasto zaczelo zyskiwac zla reputacje jaskinii hazardu i ciemnych (tez narkotykowych) interesow. Wtedy też powstało wiele rezydencji, z których kilka pełni dziś funkcję muzeów.

penang peranakan mansion

penang

penang beach street

Pamiatka po tych czasach jest „starowka” Georgetown, czyli najwiekszego miasta na wyspie, zwanego tez czasem – dla zaciemnienia sprawy – Penang (czyli tak jak zwie sie wyspa). Ciasne ulice, kolonialne sklepo-domy (po angielsku: shophouse’y), nachodzace na siebie dzielnice chinska, hinduska i malajska. My akurat mieszkalismy w nowootwartym, przerobionym na dwudziestopokojowy hotelik starym chinskim skladzie aptecznym zlokalizowanym w dzielnicy hinduskiej. Prawdopodobnie odnawianie miasta i rozkwit niektorych okolic nabral tempa po tym, jak Georgetown w 2008 roku zostalo – i slusznie – wpisane na liste dziedzictwa historycznego UNESCO. Szczegolnie widac to w okolicy wijacej sie jak waz ulicy Armenian Street, gdzie paczkuja galerie, kawiarnie, sklepy z mniejszym lub wiekszym turystycznym badziewiem – ale poki co jest milo i niekrzykliwie. Okolica ta tez slynie ze street artu – prawdziwych murali, a nie jakichs tago-bohomazow.

penang shophousy

penang mural

penang love me like your Lucky Cat

penang rower

Georgetown obrasta w mniej i bardziej ekskluzywne dzielnice mieszkalne. Najszybciej można to obserwować na zachodnich peryferiach miasta, gdzie pną się do góry czterdziestopiętrowe apartamentowce z widokiem na morze, a miejsce między nimi okupują nowoczesne centra handlowe. Deweloperzy reklamują kolejne etapy osiedli powstających na terenach dotąd porośniętych lasem – ale to widzimy właściwie w całej Malezji.

Ale architektura to jedno, a jedzenie – jak wiedza czytelnicy niniejszej strony – to drugie. Niektorzy mowia, ze Penang jest kulinarna stolica Malezji i mysle, ze duzo w tym racji. Niekoniecznie chodzi o restauracje – na Penangu jada sie na ulicy, a jeszcze lepiej – w tzw. hawker centers, gdzie zorganizowanych wokol centralnie ustawionych stolikow zaopatrywanych w picie przez jeden „biznes” rozklada swoje „biznesy” kilkudziesieciu operatorow stanowisk z wokami, grillami i garnkami. Zamawiamy co chcemy do jedzenia, siadamy, zamawiamy picie, konczymy – i rzadko placimy wiecej niz 10 zlotych za osobe:) a co zjedlismy, to zrelacjonuje dokladnie Ania, jak juz nieco ochloniemy po tej trudnej dla naszych zoladkow i watrob przeprawie.

Ostatni dzien na Penangu spedzamy w wyjatkowym miejsu – polozonym na szczycie 500-metrowego wzgorza, zbudowanym 10 lat temu „osrodku” dziewieciu drewnianych chat zaimportowanych tu specjalnie z Tajlandii, gdzie pełniły funkcję… szop na ryz. Miejsce to zbudowano jako letnisko dla bogatej rodziny z Georgetown – na szczescie z czasem znudzili sie nim i rozpoczeli przyjmowanie rezerwacji dla gosci spoza „rodziny”. Siedzimy wiec na szczycie wzgorza – wokol nas wieczna zielen i w kazda strone – gdzie nie popatrzec – morze. I co najwazniejsze – jestesmy jedynymi goscmi:)

mailhom pool

malihom view

8 thoughts on “Penang, a wlasciwie Georgetown

  1. Już się tak wczułem, już siedzę na tym wzgórzu, dookoła zieleń i morze i nagle pstryk koniec – biurko, outlook i brzęczące blackberry przy łokciu.

    • Z przykrością stwierdzam, ze będą dopiero po powrocie, bo mało czasu. Poza tym cały swiat przestawil sie na wifi i pozamykal użyteczne w takich przypadkach kawiarnie internetowe.

  2. A teraz zupełnie z innej beczki… Niestety z nadmiaru wrażeń pod koniec października przegapilem koncert amandy palmer.. Recenzje entuzjastyczne! Bawcie się dobrze na niemieckim koncercie!
    KoWaL

    • Koncert Amandy Palmer pojutrze, a dziś Nick Cave. O obu wydarzeniach damy znać po powrocie, i wtedy też będzie okazja, żeby podzielić się nadmiarem wrażeń.

    • Relacja kulinarna będzie w ciągu tygodnia jak sądzę. Najpierw muszę się zastanowic jak ogarnąć ten gigantyczny temat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>