Kuala Lumpur

>Godzinę lotu dzieli idylliczny (miejscami) Penang od Kuala Lumpur, które wcale spokojne nie jest. Stolica Malezji to miasto o tysiącu oblicz. Niektóre z nich mieliśmy okazję poznać już uprzednio, bo pierwszorazowy turysta z pewnością – jak my parę lat temu – odwiedzi Chinatown albo wjedzie na Petronas Tower. Dlatego postanowiliśmy nie powielać utartych szlaków i zobaczyć coś innego. Przy okazji przekonaliśmy się, że Kuala Lumpur, nawet w swojej centralnej części, jest miastem trudno dostępnym dla pieszego – do singapurskiego ideału, do którego KL najwidoczniej zmierza, jeszcze trochę daleko.

Wspomniana centralna część Kuala Lumpur (tzw. KLCC, czyli Kuala Lumpur City Center) to obszar biznesu: centrów handlowych, biur, a także apartamentowców. Gdzieniegdzie wśród kilkudziesięciopiętrowych budynków pojawi się działka zabudowana parterowym domem, albo też uliczka dwupiętrowych kamienic. Większość takich enklaw pewnie z czasem zaniknie, bo głód powierzchni komercyjnej w samym centrum jest olbrzymi – w ostatnich pięciu latach powstały w samym centrum chyba 3 nowe centra handlowe, jedno rozbudowano, a to pewnie i tak mało, bo jak wynika z naszych obserwacji (potwierdzonych np. rozmową Ani z miejscową manikiurzystką) podstawową formą rozrywki Malezyjczyków są weekendowe zakupy w shopping mallu. Molochy o powierzchni 200 i 300 tysięcy metrów kwadratowych będą więc powstawać (warszawska Arkadia ma ledwie ponad 100 tysięcy mkw) i okupować coraz większe tereny.

Ciekawe kiedy nowoczesna zabudowa przedrze się ze strefy na południe od Petronas Tower do położonej na północ od bliźniaczych wież dzielnicy Kampung Baru. Kilometr od ścisłego centrum chodzimy po dziurawych chodnikach wzdłuż drewnianych domów (niektóre na palach), płosząc kury i koguty. W tej typowo malajskiej (Chińczyka nie uświadczysz) dzielnicy ludzie żyją jak na wsi (po malajsku kampung to właśnie wieś), a widok na ikonę Kuala Lumpur, za który w zlokalizowanym w KLCC hotelu trzeba specjalnie dopłacić, mają za darmo.

KL kampung baru

KL kampung baruhip and trendy świadczy odpicowana klientela tutejszych sklepów i mini-centrum handlowego. W malezyjskim klimacie hipsterzy naprawdę muszą mieć sporo samozaparcia, żeby przez pół dnia nosić grubą czapkę:)

Każdy znajdzie w Kuala Lumpur coś dla siebie, są ulice z barami, z ulicznym jedzeniem, są pola golfowe, jest też nawet… multi-tap bar. Tak, najnowsza warszawska moda dotarła też do tej azjatyckiej metropolii i teraz każdy może za odpowiednik jedynych 25 złotych spróbować znanego i u nas duńskiego Mikkelera. I tylko szkoda, że piwo – zresztą chyba jako jedyna rzecz w Malezji – jest tu takie drogie… Ale nic to – pomyśleliśmy – bo już tylko półtora dnia i bedziemy mogli spróbować hamburskiego Holstena, albo Astry.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>