Kalifornia no. 2

W nawiązaniu do kulinarnych wybryków z roku 2009, w uzupełnieniu krótkie info o tym, co autorce poczytnej rubryki kulinarnej zdarzyło się dobrego zjeść i wypić w Kalifornii w lecie 2012. Pobyt miał tym razem charakter naukowy, a nie gargantuiczno-pantagrueliczny, ale nie oznacza to bynajmniej, że tego i owego nie udało się wrzucić na ruszt!

Nopa, 560 Divisadero at Hayes
O Nopie już było, ale pobyt w San Francisco nie byłby kompletny bez odwiedzin w tym miejscu. Tym razem tylko na brunch, ale za to gigantyczny: na aperitif koktajl Supernova z whisky Ardbeg, cavą, wanilią i pomarańczą, na danie główne wielki talerz z kiełbaskami z szałwią, jajkami w koszulkach i portulaką, czyli mało znanym w Polsce zielonym warzywem w stylu szpinaku lub roszponki, a na deser kawa i tost francuski w stylu amerykańskim czyli na ekstremalnie bogato – nasączany waniliowym custardem, z truskawkami w miodzie, górką utartego na puch masła i syropem klonowym. Ach, ci Amerykanie, ostatni romantycy świata, z tą ich tragiczną ambiwalencją, rozdarci między colą zero, szejkami z jarmużu i chlebem tostowym light, a rozpasaną orgią kulinarną w stylu tego tosta…

The Alembic
Dobry bar na Haight st. – ulica ta jest zbieraniną wszelakiej posthippisowskiej tandety, więc dobry bar tam to nie jest takie znowu coś sobie oczywistego. Przyzwoita kolekcja piw i whisky, a także autorskie koktajle, na przykład Gilded Lily z ginu, żółtego Chartreuse, wina musującego i wody z kwiatów pomarańczy. Do tego, co nieczęste w takich miejscach, pomysłowe przekąski, jak na przykład szaszłyk z grillowanych serc kaczych podany z carpaccio z ananasa i ostrą karaibską posypką, piklowane jajka przepiórcze (urocze nawiązanie do staromodnego brytyjskiego zwyczaju podawania piklowanych jajek jako zakąski w pubach) itp. Jest też mała część, gdzie można usiąść i zjeść pełnoprawny obiad. Godne uwagi miejsce.

Boulette’s Larder
Mała knajpka w budynku One Ferry Building, z widokiem na przystań i ogródkiem. Dużo ludzi, obsługa bywa nieco obcesowa (co w USA rzadkie), ale to dobre miejsce, żeby przekąsić coś pomysłowego. Jadłam mozarellę burata (delikatne, śmietankowe nitki rozpływające się w ustach) z duszonymi kwiatami cukinii i smażoną na chrupko pokrzywą. Jako że to w końcu larder, czyli spiżarnia, można się też zaopatrzyć w różne przysmaki na wynos, od pieczonego udźca jagnięcego przez zaczyn do ciasta i peruwiańską różową sól aż do tarty cytrynowej.

Babette Cafe
Moje ulubione miejsce w Berkeley, ukryte w budynku Berkeley Art Museum, prawie puste, ze ścianami z gołego betonu, ciekawą muzyką, przytulne i wygodne. Najlepsza kawa jaką piłam w USA i chyba w ogóle jedna z najlepszych jakie piłam. Do tego ciasta, kanapki i proste lunche typu tarta, sałatka, ale wszystko bardzo smakowite. Sympatyczne miejsce, w którym można się zaszyć z książką.

Gather
Restauracja w Berkeley, gwarna, obszerna i z dobrym jedzeniem, choć nie wyróżniająca się na tle innych dobrych miejsc tego regionu. Ale jak na Berkeley i szczególnie okolice kampusu jest to i tak rewelacja. Ciekawe drinki: piłam Emerald Revival z ginem, sokiem z selera, Chartreuse, cytryną i likierem St. Germain z kwiatów czarnego bzu. W menu dominują sałatki, kanapki i pizze, ale na poziomie. Tak jak w każdym tego typu miejscu zawsze można też zamówić pieczonego kurczaka lub burgera, różne będą tylko dodatki.

Alborz
Mała restauracja perska w Berkeley w okolicach kampusu. Ponieważ w USA w ogóle średni poziom restauracji jest słaby, a już w okolicach kampusów zwłaszcza, nie należy się spodziewać nie wiadomo czego, ale miło zjeść coś perskiego, zwłaszcza że w Polsce to raczej niemożliwe. Zwłaszcza kiedy można zjeść Mirza Ghasemi czyli bakłażany duszone z pomidorami i czosnkiem z dodatkiem jajka, oraz zabon, czyli jagnięce ozorki duszone w wywarze z ciecierzycą i szafranem. Do tego herbata różana z cukrem w bryłkach, które pakuje się do gęby i popija herbatą. Z tym że cała karta wcale nie jest aż taka oryginalna – dużo sałatek, szaszłyków itp. nudy. Mają też wino – pierwszy raz byłam w perskiej restauracji z alkoholem!

Poza tym krótka notka o sklepach w San Francisco. To miasto to niezła mikstura wszystkiego ze wszystkim, więc trudno wskazać coś konkretnego – ale wyróżnia się w sekcji sklepów z rzeczami dziwnymi. Potrzebujecie wypchanej wiewiórki w wiktoriańskim kostiumie, kamiennych kostek lodu do chłodzenia drinków albo krawata z lat trzydziestych? To do San Francisco!

Minimal, 364 Hayes st.
Cały ten odcinek Hayes Street jest godny odwiedzenia ze względu na dużą ilość małych butików w spokojnej okolicy. Minimal to sklep z gadżetami do domu – standardowa oferta designerskich sklepów tego typu z naciskiem na design skandynawski, ale z akcentem na rzeczy lekko dziwne (na przykład bajkowe świeczniki Artecnica Wonderland), w końcu to SF!

Loved to Death, 1681 Haight st.
Jeden z najdziwniejszych sklepów, w jakich byliśmy. Wypchane wiewiórki w wiktoriańskich strojach to właśnie tu. A poza tym inne artykuły przydatne w każdym gospodarstwie domowym: ząb trzonowy w srebrze do powieszenia na szyi, posrebrzana wiewiórcza łapka albo ptasi łepek jako biżuteria, szkielet węża itp. Brr.

Decades of Fashion, 1653 Haight st.
Wielkie i okazałe vintage z cenami od niskich do średnio wysokich, pełne strojów i dodatków od roku 1840 (!) do teraz. Krawaty z lat dwudziestych, staroświeckie trzewiczki na guziczek, sukienki w stylu pin-up girl (tylko jak się w nie wbić?!), Do tego sekcja kostiumów teatralnych. Obsługa wystrojona w stylu vintage i obeznana w temacie. Na Haight jest sporo sklepów vintage ale ten bije na głowę wszystkie pozostałe.

Sephora, 33 Powell st.
Samo centrum, pełno ludzi, dziki tłum – ale warto, bo Sephora w USA ma zupełnie inny asortyment niż w Polsce, w tym wiele marek niedostępnych w Polsce, a godnych uwagi (np. Urban Decay, Stila, Kat Von D).

Cowgirl Creamery, One Ferry Building, Embarcadero
One Ferry Building, czyli wielki stuletni budynek na przystani promowej, jest w ogóle miejscem na godziwe zakupy kulinarne, zwłaszcza kiedy odbywa się tu targ – a takie targi żywności od miejscowych producentów w ogóle odbywają się w tej części Kalifornii nieustająco w różnych miejscowościach, więc warto sprawdzić będąc na miejscu, gdzie i kiedy będzie targ. Tu mają fioła na punkcie miejscowej dobrej żywności, powstają malutkie gorzelnie produkujące miejscowy gin, wytwórnie organicznych lodów, tłoczarnie organicznego soku jabłkowego, i tak w nieskończoność. W każdym razie, wracając do tematu, Cowgirl Creamery to sklep z serami. Sery europejskie możemy sobie darować, bo jak na nasze standardy wybór jest skromny, za to jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie można spróbować rzemieślniczych prawdziwych serów amerykańskich – bo w supermarkecie dostaniemy tylko bloki lub plastry czegoś luźno nawiązującego do idei Cheddara. Wybór jest duży, można popróbować, podowiadywać się, no i koniecznie coś kupić!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>