Londyn dla nielondyńczyków

Po Londynie chyba każdy mógłby napisać własny przewodnik, tyle można tam robić i zobaczyć. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Oczywiście istnieje pakiet obowiązkowy, ale jeśli już ktoś odwiedził British Museum, widział zmianę warty pod pałacem Buckingham i obejrzał Westminster Abbey, a miałby jeszcze czas dla siebie i był dajmy na to głodny albo spragniony, to może skorzystać z naszych pomysłów na sprawdzone i ulubione miejsca:

Gdzie zjeść?

St. John Bar & Resturant, 26 St. John Street
W jednym zdaniu, ani nawet w dziesięciu, nie da się opisać kulinarnego objawienia, jakim jest to miejsce. W mało ekskluzywnej dzielnicy, w budynku starej wędzarni, na stołach przykrytych białym papierem odbywa się istne misterium jedzenia. Świńskie głowy, kozie flaki, jeżowce, pieczona słonka, podroby z królika – wszystko tam można zjeść i wszystko będzie wspaniałe. Codziennie coś innego, więc można tam chodzić w nieskończoność i nigdy się nie znudzi. A na deser perfekcyjne brytyjskie desery: bread & butter pudding z sosem toffi, Eton mess, burnt cream znany reszcie świata jako creme brulee, i tak dalej. Rezerwacja niezbędna i bardzo godna polecenia. Ceny jak na Londyn i jak na tę jakość bardzo rozsądne.

Corner Room, Town Hall Hotel, Patriot Square, Bethnal Green
Malutka restauracja z niezwykłą autorską kuchnią, w oryginalnym budynku dawnego ratusza przerobionego na hotel. Już samo miejsce jest godne odwiedzenia ze względu na oryginalną lokalizację i architekturę, a do tego karmią doprawdy innowacyjnie i wyśmienicie, a przy tym w cenach jak na Londyn i tę jakość wyjątkowo atrakcyjnych (lunch 17-21 funtów). Tatar z wędzonym żółtkiem (!), dorsz na parze z owsianką z małżami (!!), deser z buraków i czekolady (!!!), to chyba mówi samo za siebie.

Busaba Eathai
Kilka punktów w centrum, m.in. 22 Store Street, 8 Bird St, 106 Wardour St, 35 Panton St
Sympatyczna sieć restauracji szybkiej obsługi z tajskim jedzeniem podrasowanym dla europejskich gustów. Niezbyt ostro, bardzo aromatycznie i kolorowo. Zielone curry z kurczakiem albo czerwone z kaczki, chrupiące kalmary, herbata z trawy cytrynowej z miodem i limonką, takie klimaty. Niedrogo i szybko. Dobre miejsce na szybką kolację przed teatrem. Bez rezerwacji.

Roka, 37 Charlotte St.
Znakomita, choć kosztowna restauracja japońska. Wyśmienite dania z grilla. Potrawy bardzo finezyjne i doskonale przyrządzone, np. lekko wędzona pierś z kaczki z kumkwatem albo grillowane przegrzebki. W podziemiu atrakcyjny bar dobry na drinka przed kolacją. Rezerwacja wskazana.

Market, 43 Parkway
Malutka autorska restauracja, nieco odległa od centrum bo w okolicach Camden Town, ale warta odwiedzenia. Proste ale finezyjne dania inspirowane brytyjską tradycją: jagnięcina, ryby. Na stronie internetowej nie ma menu ale warto zarezerwować i wybrać się w ciemno. Bardzo korzystne ceny, sympatyczna atmosfera.

Fernandez & Wells, Beak St.
Malutka sympatyczna kawiarnia z wyborną kawą i ciastami. Po sąsiedzku, na 43 Lexington St., wersja na słono z wędlinami, serami i winem.

Lola’s Cupcakes, Selfridges Food Hall, 400 Oxford Street
Stoisko z babeczkami z kremem w wielu odmianach na miejscu i na wynos, bardzo słodkie, bardzo śliczne i bardzo smaczne. Najlepsze marchewkowe z kremem ze śmietankowego serka.

Brown’s Hotel, Albemarle Street
Jedno z najlepszych miejsc na tradycyjną popołudniową herbatkę. Trochę mainstreamowo i staromodnie: pianista, tapicerowane fotele, dywany itp., ale wyborna herbata (mają nawet herbatę z Kornwalii), kanapki, ciastka i ciasta, a przy tym bardzo dobra obsługa. Jeśli ktoś chciałby zobaczyć na czym polega fenomen 5 o’clock tea, to najlepiej tutaj.

Petrus, 1 Kinnerton St., Knightsbridge
Elegancka restauracja Gordona Ramsaya. Drogo, trochę sztywno, ale jedzenie bez zarzutu. Lekko molekularne pretensje, ale bez przesady – coś się dymi, coś zaczyna musować na języku, ale generalnie wiadomo co jest czym i nikt nie podaje rosołu w granulkach ani befsztyka w płynie.

Pret A Manger, Wszędzie w Londynie
Sieć fastfoodowych kawiarni z jedzeniem śniadaniowym (kanapki, owsianka, croissanty) i lunch’owym (sałatki, wrapy, zupy). Wszystko znakomite, świeże, robione na miejscu, bez podejrzanych składników zaczynających się na E. Kawa słaba, ale nie o to chodzi. Generalnie jest to typ miejsca, którego brakuje w Polsce. Dlatego najlepiej ostatnią kanapkę kupić sobie jeszcze na Heathrow i zabrać w samolocie do domu!

Rochelle Canteen, Arnold Circus
Malutka lunchowa restauracja bez rezerwacji, w byłym składziku na rowery na szkolnym dziedzińcu w Shoreditch. Lepiej iść w lecie bo w zimie otwarta kuchnia połączona z zamkniętymi oknami i słabą wentylacją daje efekt uwędzenia klienteli. Ciekawe jedzenie w umiarkowanych cenach: pieczona kuropatwa podana z dynią i bekonem, mus z solonego dorsza i ziemniaczanego puree z jajkiem w koszulce itp.

Gdzie wypić?

Connaught Bar, Connaught Hotel, Carlos Place (Mayfair)
Jeden z najlepszych barów w Londynie, a jeśli tak, to i jeden z najlepszych barów na świecie. Elegancko, ale bez przesadnego zadęcia (chociaż kiedy w toalecie babcia klozetowa delux rzuca się szczupakiem, aby zakręcić po nas wodę i równocześnie podać ręcznik, można poczuć się nieco nieswojo). Drinki wyśmienite, innowacyjne i robione z całkowitym profesjonalizmem. Ten profesjonalizm ma niestety swoją cenę, ale na pożegnanie dostaniemy elegancki bilecik z recepturą zamówionych przez nas drinków, które następnie sprytnie odtworzymy w domu i będziemy się nimi delektować tańszym kosztem. Nasz hit: Mulata Daisy z rumem, likierem kakaowym, Galliano i nasionami kopru włoskiego.

Portobello Star, 71 Portobello Rd.
Mały bar w Notting Hill z autorskimi drinkami, np. Martini z dżinem infuzowanym herbatą Earl Grey albo grog z Guinnessem, rumem i mlekiem skondensowanym podawany w cynowym kufelku. Klientela mało elegancka, bez turystów, bywa fajnie ale nie zawsze.

The Owl & Pussycat, 34 Redchurch St.
Sympatyczny, gwarny, zwyczajny pub w fajnej okolicy w Shoreditch. Nie ma drinków, raczej po prostu piwo albo lufa, można też coś niezobowiązującego przekąsić, na przykład burgera albo smażone malutkie rybki z aioli.

Gdzie coś kupić?

The Teahouse, 15a Neal St.
Herbaty i akcesoria do herbaty w wielkim wyborze. Okolice Covent Garden a więc turystycznie.

Neal Yard’s Dairy, 17 Shorts Gardens
Duży i zróżnicowany wybór brytyjskich serów rzemieślniczych, dla miłośników sera prawdziwa gratka. Dają spróbować na miejscu, więc można wiele się dowiedzieć, a mało kupić. Choć zdarzyło się nam już wrócić do Polski z całym trzykilogramowym kręgiem owczego sera Berkswell w bagażu podręcznym…

Food Hall Selfridges, 400 Oxford Street
Sekcja spożywcza domu towarowego Selfridges. Drogo, ale do zniesienia. Duży wybór przysmaków z całego świata. Jeśli szukamy miodu z kwiatów pomarańczy, musztardy estragonowej, białej herbaty z pączkami róż albo anyżowych makaroników, to najpewniej tu je znajdziemy.

Artisan du Chocolat, Selfridges 400 Oxford Street
Zasługujące na odrębną wzmiankę stoisko z czekoladkami londyńskiej manufaktury Artisan du Chocolat. Być może nie jest to najlepsza czekolada na świecie, ale na pewno najlepsza jaką jedliśmy. Za trufle czekoladowe z solonym karmelem autorzy niniejszej poczytnej rubryki niewątpliwie rozważyliby popełnienie niektórych przestępstw, a już na pewno wykroczeń. Czekoladki od tradycyjnych po nowatorskie, w tym z nadzieniem o smaku tytoniowym.

Beyond retro, 57-58 Great Marlborough St., 110-112 Cheshire St.
Wielki magazyn vintage, można spędzić niejedną godzinę szperając wśród wełnianych koszul Pendleton, tiulowych spódniczek baletnicy i sukienek z lat 70-tych.

Blondie, 116 Commercial St.
Vintage z dużym wyborem starych butów dla tych, którzy się nie brzydzą.

Vivienne Westwood, 430 King’s Road
Legendarny malutki i dość trudno dostępny sklepik, od którego zaczęła swoją karierę Vivienne Westwood i który nadal istnieje na mało reprezentacyjnym końcu King’s Road. Jeśli ktoś interesuje się historią mody, wizyta tu to punkt obowiązkowy.

Paul Smith Sale Shop, 23 Avery Row
Sklep w małym zaułku z mocno przecenionymi rzeczami firmy Paul Smith, wyłącznie męskimi.

Selfridges, 400 Oxford St.
Duży, elegancki i nietani dom towarowy w najlepszym stylu, z bardzo dobrym stoiskiem spożywczym, kosmetycznym oraz każdym innym. Duża sekcja z bielizną i pomocą profesjonalnych brafitterek.

Liberty, 210-220 Regent Street
Wspaniały, elegancko urządzony i selektywny dom towarowy, a w nim niszowe perfumy, własna linia akcesoriów i kultowych tkanin, biżuteria, jedwabne szale, elegancka papeteria, całe piętro z akcesoriami do domu i tak dalej. Już sam budynek w bajkowym stylu Tudor revival (bielone ściany, ciemne belkowania, spadziste dachy) jest godny uwagi, a wnętrze i oferta mu nie ustępują. W sezonie przecen można trafić na naprawdę dobre okazje.

All Saints, Różne lokalizacje, np. 114 Commercial St. (Spitalfields)
Nieco offowe ubrania w ciemnej kolorystyce i rockowym stylu, bardzo fajne ale ceny zachęcają raczej do polowania na wyprzedażach. Charakterystyczny wystrój sklepów: ciemnawo, ceglane ściany, wyeksponowana metalowa konstrukcja, stare maszyny do szycia.

Illamasqua, Beak St.
Nowa, ale już kultowa marka kosmetyków do makijażu. Bardzo odważny i efektowny styl inspirowany makijażem scenicznym z czasów przedwojennego Berlina. Granatowa szminka, biały eyeliner, czarny puder, czerwony cień do oczu? Tu wszystko jest możliwe. Doskonała jakość, ceny przyzwoite, zwłaszcza w sezonie wyprzedaży, kiedy można upolować wiele świetnych kosmetyków w cenie 5 funtów.

Rough Trade, 130 Talbot Road (Notting Hill), 91 Brick Lane
Sklep muzyczny z dużym wyborem alternatywnej muzyki i kultowym statusem w Londynie.

Designers Guild, 267-277 King’s Road, 76 Marylebone High St.
Tkaniny, tapety, poduszki, koce itp. w typowo angielskim stylu, piękne kolory i dobra jakość. Można zamówić przez internet a odebrać w sklepie stacjonarnym.

I tak można by wyliczać w nieskończoność, więc nie można wykluczyć, że po kolejnej wizycie uzupełnimy powyższą listę. A tymczasem jeśli ktoś lubi Londyn a nie lubi tandety dla turystów, może zawsze zobaczyć przewodnik Unlike.net w internecie. Ryzykuje się wtedy co prawda, że w każdym mieście świata wyląduje się w identycznie wyglądającym miejscu z białymi ścianami i jasnym drewnem, jedząc burgery albo pijąc kawę flat white podane przez pana z wąsami, w czapce i koszuli w kratę albo panią z tatuażami i w gumiakach, ale przynajmniej uniknie się turystycznych pułapek i ciupag z napisem I LOVE LONDON.

2 thoughts on “Londyn dla nielondyńczyków

  1. Pret – bardzo tak! Na Stansted też są – można się zaopatrzyć w jedzenie przed wylotem, ale też tuż po przylocie. Nie wolno zapomnieć o deserze!

  2. O matko ktoś to naprawdę przeczytał! Czuję się uznaną autorką. Na deser sernik cytrynowy w kubeczku. W ostateczności ciasto bananowe z kremowym lukrem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>