Yangon vel Rangoon

Powolutku nasza prawie trzytygodniowa eskapada dobiega końca. Ostatnie dwa dni spędzamy w Yangonie, zwanym przed ostatnią falą zmian nazw (Burma na Myanmar, Pagan na Bagan itp) Rangunem. Miasto jest duże, ponoć czteromilionowe, ale przypominam, że nie jest już stolicą kraju, odkąd kilka lat temu generałowie przenieśli wszystkie centralne urzędy wraz z urzędnikami i ich rodzinami do nowo wybudowanego miasta kilkaset kilometrów na północ. Cóż, ciekawe kiedy następna zmiana, bo w takim XIX wieku stolice zmieniały się chyba częściej niż królowie…

W Yangonie mamy poczucie większej, co nie znaczy że pełnej cywilizacji. Oddycha się jakby lżej, bo wszystkie drogi są asfaltowe, a motorki zakazane – pewnie kolejny wymysł generałów ;) nie znaczy to, ze pieszemu jest łatwiej – wręcz przeciwnie, wymalowane od czasu do czasu na trzypasmowych drogach zebry dają jedynie iluzje bezpiecznego przejścia przez drogę. W rzeczywistości trzeba przechodzić pas po pasie czekając aż samochody przejadą. Mimo wszystko bezpieczniej przejść przez chmarę motorków a la Sajgon.

Mieszkamy sobie dość wygodnie w dzielnicy Bahan na północ od centrum, w okolicy, gdzie przeważają ogromne, chyba tysiąc-metrowe domiszcza, zdaje się że rezydencje ambasadorów i – jak to mówimy – „bogatych Myanmarow”. Cała okolica jest dość zielona, są też dwa jeziorka, trochę droższych hoteli, klub golfowy itp. Jak ktoś – np. bogaty Myanmar – ma dużo pieniędzy, to może tu żyć zaiste wygodnie.

Jeśli chciałoby się odwiedzić Yangon w dwie godziny to należy udać się do Shwedagon Paya, największej świątyni w kraju, symbolu miasta i celu pielgrzymek buddystów z całego kraju. Sterczący na 100 metrów złoty czub jest widoczny z terenu całego miasta i stanowi użyteczny punkt odniesienia – nie to, żeby łatwo się było tu zgubić. Miasto jest stosunkowo nowe (XIX wiek?) i jego centralną część zaprojektowano w formie szachownicy ulic. Nie przeszkodziło to dziś taksówkarzowi obwieźć nas po całym mieście, bo mu się coś tam pomyliło, ale za to mieliśmy za rozsądną cenę (3000 kyatów = 12 złotych) półgodzinną wycieczkę krajoznawczą po mieście:) i przy okazji widzieliśmy parę niszczejących ogromnych budynków, pewnie siedzib ministerstw sprzed przenosin stolicy.

Wracając do Shwedagon, cała oblepiona złotem, diamentami i innymi szlachetnymi kamieniami świątynia na pewno robi wrażenie, ale chyba jeszcze ciekawsze jest to, co obok niej. Tłumy pielgrzymów okrążających pagodę, mnisi podpalający świeczki, sprzedawcy dewocjonaliów, turyści, setki innych, mniejszych stup dość kiczowato trzeba przyznać podświetlonych wieczorem – to naprawdę się pamięta, nawet jeśli się tu nie spodoba ;)
h

Pod panowaniem brytyjskim Rangun był po prostu kolonialnym miastem, jak np. Sajgon. Podobno przed II wojna światowa Hindusi stanowili ponad połowę mieszkańców i widać to zarówno na ulicy, jak i po obiektach sakralnych. Jest trochę meczetów, są kościoły katolickie, widzieliśmy nawet świadków Jehowy, byliśmy też w super utrzymanej synagodze, a trzeba dodać, ze liczba Żydów w kraju utrzymuje się na umiarkowanym poziomie ok. 20 osób.

Rangun ewidentnie kojarzy nam się z Sajgonem – nie takim, jak widzieliśmy, ale takim ze „Spokojnego Amerykanina” Greene’a. Skromna zapewne społeczność białych żyje w zamkniętym środowisku i spotyka się wieczorem w barach stylowych, ale mających już pierwsza młodość za sobą hoteli – co widzieliśmy wczoraj w barze Savoya. Czas zatrzymał się tu na długo i dopiero teraz podjęto próbę nadgonienia go, miejmy nadzieję, że nie do końca udana ;) tandetne centra handlowe już gdzieniegdzie powstają i będą wypierać tradycyjny handel bazarkowy. Jest to tendencja nieodwracalna, podobnie coraz więcej ludzi nosić będzie spodnie zamiast tradycyjnego longyi, a młodzi zrezygnują z brodzącego zęby na czerwono betelu, żeby tylko wyglądać bardziej europejsko. Podobno to jest własnie ta cala globalizacja…

plakat

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>