Picie

Ponieważ logika nakazuje w rubryce kulinarnej ustalić pewne priorytety, doszłam do wniosku, że jest zasadne, aby w pierwszej kolejności napisać o piciu, a dopiero później o jedzeniu. W końcu bez jedzenia można przeżyć podobno cały miesiąc, a jak się człowiek nie napije, to czasem i dwóch godzin nie wytrzyma (np. kiedy jest w kinie na filmie Mission Impossible 4).

W Birmie z piciem jest podobnie jak z jedzeniem – nie ma jakichś niesłychanych fajerwerków, które powracających z tego kraju wtrącałyby w otchłanie nostalgii, ale przy minimum dobrej woli da się wybrać coś znośnego. A mianowicie:

Piwo

Najpopularniejsze to wszechobecne Myanmar Beer, poza nim tańsze i podobno gorsze Mandalay Beer, no i ogólnoazjatyckie marki, jak np. Tiger (z Singapuru, ale ten tutaj jest robiony lokalnie na licencji). To typowy azjatycki sikacz, ale w tropikach przydatny i dobry do popijania ostrych potraw.

Woda

Zazwyczaj ohydna, nie ma tu czegoś takiego jak woda mineralna, kupuje się wodę oczyszczona, w najlepszym wypadku bez smaku jak kranówka, a w najgorszym o posmaku jodyny lub innych dezynfektantów. W paru miejscach widzieliśmy też dziesięciokrotnie droższe wody mineralne typu Perrier albo Vittel, ale byłoby szczytem absurdu je tu raczej zamawiać.

Herbata

O herbacie było już trochę w poście o śniadaniach, wiec jeśli ktoś zapoznaje się z rubryka kulinarna w sposób należyty, to znaczy regularnie, wie, ze herbata może być albo słodka jak ulepek od gęstego mleka skondensowanego (to moja ulubiona!), albo cienka zielona. Ta druga jest nawet bardzo użyteczna, bo za darmo albo ekstremalnie tania, dobrze gasi pragnienie i w ogóle wydaje się sensowniejsza opcja od picia wody.

Soki owocowe

Jako że w Birmie jest obfitość dobrych owoców i warzyw, prawie wszędzie można zamówić naturalne wyciskane, a częściej wręcz miksowane soki ze świeżych owoców: bananów, papai, melonów, arbuzów, ananasów, a także awokado, które zwyczajem indyjskim i lankijskim jest tu też często traktowane jako słodki owoc a nie warzywo. Trzeba przyznać, ze słodki szejk ze zmiksowanego awokado jest pyszny, a to dlatego, ze tutejsze awokado są mięciutkie jak masło, dojrzałe i o delikatnym smaku, a nie takie jak ta cierpka i twarda podróba dostępna w Polsce.

Drinki

Drinki są dostępne w bardziej turystycznych miejscach, ale poza wypasionymi kurortami raczej mało wyrafinowane. Fajnie zamawiać Rum Sour na bazie lokalnego rumu (który robi się w Mandalay), ma lekki posmak bimbru ale za to lokalne aromatyczne limonki nadają mu dobry aromat. Poza tym to co wszędzie: Singapore Sling, Tom Collins, Pinacolada, Mojito (pisane tutaj: Mohito, co jest bez sensu, bo przecież to się nazywa Modzajto).

Wino

A tak! Wino! Tez byliśmy zaskoczeni, ale okazało się, że przedstawiciele nieustraszonego narodu francuskiego na stokach w okolicach jeziora Inle założyli winnice i robią całkiem przyzwoite wino. Nie jest to może poziom, za którym warto by zjechać pół świata, ale całkiem przyzwoite, a Sauvignon Blanc z winnicy Red Mountain Estate nawet bardzo dobry, szczególnie na upały. Trzeba przy tym przyznać, że widok skośnookich osób w stożkowatych słomianych kapeluszach i wzorzystych pareo, uwijających się wśród winorośli, był nieco surrealistyczny.

Kawa

Nie ma kawy. I tyle. Owszem w dużych miastach lub bardzo turystycznych kurortach np. w Ngapali nad morzem są lokale w zachodnim stylu podające kawę w zachodnim stylu po 5 dolarów (czyli za cenę za którą można tu spokojnie zjeść obiad, a jak człowiek jest mało wybredny, to nawet dwa obiady), ale nie jest to lokalny zwyczaj i według mnie fajnie sobie odpuścić a pic herbatę.

Whisky

No i na zakończenie: lokalna whisky. Reklamowana wszędzie w stylu z pogranicza polskich reklam z początku lat dziewięćdziesiątych i kina Bollywood, a co do smaku to jeszcze nie zebraliśmy się na odwagę ale Homik już deklarował że poświęci się dla potomności i spróbuje trunku o szumnej nazwie (tu wszystko ma szumne nazwy): Grand Royal Special Reserve. Jeśli po tym nie oślepnie to na pewno coś napisze w niniejszej opiniotwórczej rubryce.

I tym optymistycznym akcentem żegnam Państwa na dzisiaj.

PS. Ciekawe czy Avril Lavigne wie, ze jest tutaj twarzą tego boskiego nektaru:
reklamy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>