Owoce morza

Wychodząc naprzeciw żywiołowemu zainteresowaniu rybami i owocami morza po stronie rzeszy (tak! nie bójmy się tego słowa!) czytelników rubryki kulinarnej, niniejszym donosi się, że najlepiej i najtaniej najeść się tegoż na plaży Ngapali. I to dosłownie na plaży – w kilku skupiskach wzdłuż plaży znajdują się lokale, które wyglądają mniej więcej tak: kilka stolików i krzeseł ustawionych wprost na piasku, a za nimi budka 2 na 3 metry upleciona z liści palmowych i schowany za nimi grill oraz minikuchnia, do której, jak pamiętamy, NIE ZAGLĄDAMY. Pomijam tu restauracje hotelowe, które również są prawie na plaży, ale pod dachem, na bogato, i podają mniej więcej coś takiego samego co w budkach, tylko drożej ale za to mniejsze porcje, no i trudniej tam zajrzeć do kuchni, co dla osób o słabszych nerwach może być pewnym atutem.

W karcie wspomnianych budek, co zagadkowe, jest zwykle ze 60 potraw, ale opiera się to na kowariancjach składników (ryby: red snapper, white snapper i barracuda, kalmary, krewetki, krewetki tygrysie, krab, homar) i sposobów przyrządzenia (grillowane, smażone, słodko-kwaśne, kwaśno-ostre, chrupkie, w sosie i tak dalej). Oczywiście najlepiej darować sobie wszelkie ekstrawagancje i zamówić po prostu coś grillowanego: krewetki albo red snappera. Wszystko tanie i dosyć dobre, chociaż jednak azjatycki sposób traktowania owoców morza przewiduje zbyt dużą ingerencję przypraw, a poza tym obiekty są często przepieczone, a to najgorsze, co może je spotkać, nie licząc doprawienia czosnkiem.

I tylko żal się robi, kiedy pod wieczór, tuż przy tej samej budce 2 na 3 metry z liści, małżeństwo prowadzące restauracje rozstawia krzesło, na którym przykryte kocem zasypia małe dziecko, na 2 zestawionych stołach przykrytych drugim kocem śpią rodzice, a obok w leżaku dziadek – bo jak to często bywa w Birmie, miejsce pracy jest też miejscem reszty życia całej rodziny, chociaż z perspektywy europejskiej wydaje się to czasem nie za bardzo do wyobrażenia.

Ponieważ jednak ambicje niniejszej rubryki są wyłącznie kulinarne (a i z tym skromnie) i redakcja nie rości sobie pretensji do wypowiedzi na tematy społeczne, niniejszym pozwolę sobie zakończyć.

Następnym razem napiszę wreszcie o curry bo krążę i krążę a nie atakuje tematu nr 1.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>