Fish River Canyon i powrot do domu

Na sam koniec postanowiliśmy się nieco pobyczyć (tak jakby codzienne kładzenie się spać przed 22 i spanie po 8-9 godzin dziennie nie wystarczyło…) i dwie doby spędziliśmy w Fish River Canyon, a raczej na jego krawędzi. Sam kanion jest ponoć drugi pod względem wielkości na świecie po Wielkim Kanionie w Najważniejszym Państwie Świata. Nie wiem tylko pod jakim względem – długości? szerokości? głębokości? Na pewno jest głęboki – ponad 350 metrów przepaści do pierwszego, „pośredniego” poziomu, w którym płynąca rzeka wyrzeźbiła kolejny, „wewnętrzny” kanion o głębokości prawie 200 metrów – łącznie jest wiec ponad 550 metrów różnicy wysokości. Wycieczka na sam dół i z powrotem to jakieś 30 kilometrów i ponad 10 godzin, wiec chyba nic dziwnego, że postanowiliśmy po prostu trochę się poobijać w sprzyjających okolicznościach przyrody:

Fish River Canyon

Fish River Canyon

Już w drodze powrotnej do Windhoek wstąpiliśmy na chwile do Rehoboth, miasta zamieszkałego przez zamknięta społeczność Basterow (napływowi osadnicy pochodzenia holenderskiego skrzyżowali się w XIX wieku z miejscowymi czarnymi paniami), opisana ostatnio przez Ricardo Orizio w książce „Zaginione białe plemiona”. Jest tu rzeczywiście dość egzotycznie, kolor i rysy twarzy różnią się od najczęściej spotykanych w Namibii, można raczej odnieść wrażenie, że miasteczko Rehoboth znajduje się gdzieś w Indonezji…

A kilka kilometrów przed Rehoboth przekroczyliśmy linie zwrotnika Koziorożca:

aih

Ostatnią noc spędziliśmy w Windhoek, nie mamy nic specjalnego do powiedzenia na temat tego miasta, może oprócz tego, że nie zachęca ono do przeprowadzki. Stolica Namibii pustoszeje jeszcze przed zapadnięciem zmroku, a wszelki ruch odbywa się samochodami prywatnymi i taksówkami. Turystom zdecydowanie odradza się wieczorne spacery, a guesthouse’y otoczone są wysokim murami z drutem kolczastym i strzeżone przez strażników. Tak na marginesie – odnieśliśmy wrażenie, że branża ochroniarska jest największym pracodawcą w Namibii :) Wszystko jest strzeżone lub ochraniane – pytanie oczywiście o jakość tej ochrony…

Teraz jesteśmy już w kraju, choć nie obyło się bez lekkich zawirowań. Na lotnisku w Windhoek zepsuł się system komputerowy i obsługa nie była w stanie weryfikować dokąd którzy pasażerowie lecą. Na słowo uwierzono nam, że do Warszawy, ale już nikt nie wiedział, jaki to lotnisko ma trzyliterowy kod – dobrze, że my wiedzieliśmy i dzięki temu nasze bagaże mogły zostać ODRĘCZNIE otagowane, dostaliśmy też ręcznie wypisane karty pokładowe ;) na szczęście zarówno my, jak i nasze plecaki dotarły bez przeszkód do kraju:)

Jutro wrzucimy wszystkie sensowne zdjęcia do galerii, a pojutrze napiszemy w punktach, co i dlaczego podobało nam się na tych wakacjach. A było tego sporo!

2 thoughts on “Fish River Canyon i powrot do domu

  1. ze sportów zauważyliśmy jedynie drobne oznaki aktywności siatkarskiej oraz piłkarskiej. Namibia wciąż czeka na budowę swojego pierwszego toru bobslejowego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>