Tytułem podsumowania

Jako się rzekło, czas na podsumowania. W mijającym roku tak się zdarzyło, że odwiedziliśmy dwa państwa należące do tzw. osi zła (tfu, ja to powiedziałem, czy pomyślałem…?)

No więc zacznijmy jeszcze raz: wizyta w Stanach rozbudziła w nas ambiwalentne uczucia. Co nam się podobało? Przyroda, przyroda, przyroda, do tego etniczne zróżnicowanie społeczeństwa (przekładające się na zróżnicowanie knajpek i oferty kulinarnej, oj, bez tego byłoby ciężko…), no i nie można pominąć możliwości oddania się nieokiełznanej konsumpcji. W naszym przypadku skutkowało to zakupieniem około 50 płyt w sklepach muzycznych w San Francisco. Nawet nie chodzi o to, że jest taniej niż w Polsce – po prostu niektórych pozycji nie da się w kraju dostać!

A co nam się nie podobało? Cóż, zdanie na temat przeciętnych mieszkańców USA wyrobiliśmy już dawno tu i ówdzie uporczywie unikając odpowiadania na wszelkie słowne zaczepki i zdawkowo traktując jakiekolwiek próby zagajenia przy stole / w autobusie / na dworcu / w guesthousie. Kogo normalnego – myśleliśmy – obchodzi wszystko to, o co pytali lub co mówili o sobie Amerykanie – turyści. Oczywiście czasem spotykaliśmy osoby nie pasujące do tego schematu, ale z reguły imperialna gęba się nie zamykała. No i niestety wycieczka do Stanów Zjednoczonych wiąże się z nieustanna interakcją z osobami, które znajdują się dookoła. Kelner najprawdopodobniej zachorowałby (a może byłby zwolniony z pracy), gdyby nie podchodził sześć razy w ciągu godziny do stolika pytać się czy wszystko jest w porządku. Więc podchodzi. Kierowca autobusu zagaduje pasażerów, a widząc skromną reakcję (chóralnie odpowiada ledwie 1/3 pasażerów – bądź co bądź komercyjnych klientów), zagaduje jeszcze raz, domagając się więcej entuzjazmu! Czasem mieliśmy naprawdę dość tych wszystkich „how are you„, „how are you doing„, „is everything alright” itp.

Gadulstwo nie znika wraz z wyjazdem w góry. Amerykanie chodzą po szlakach gadając i płosząc zwierzęta. Oczywiście ci, co na szlaki w ogóle się zapuszczą. Ci, co się nie zapuszczają, wola objechać największe atrakcje parków narodowych autobusem i podziwiać wszystko z odległości:

Góra w Kalifornii

Góra w Kalifornii

A jak już się zapuszczą na szlak, to łatwego życia nie mają. Jeśli ktoś potrafi posługiwać się systemem metrycznym (Vincent z Pulp Fiction nie potrafił), to spotka takie kwiatki:

Tablica informacyjna

Tablica informacyjna

I komu tu wierzyć? Czy prawdziwa jest informacja w milach czy kilometrach? Jeśli obie są prawdziwe, to raz mila jest równa 1,35 km, a raz 1,7 km… sam po powrocie pobiegłem do komputera sprawdzić jak jest naprawdę ;)

W wielu miejscach człowiek jest bombardowany informacją (wizualną, ale chyba najczęściej dźwiękową) – ma przejść, nie przechodzić, przejechać, nie zatrzymywać się, uważać na stopień, na niedźwiedzie, na urwiska itp. Taka multiplikacja daje wrażenie, jakobyśmy się poruszali po kraju zamieszkałym przez kretynów. Ale czy nie jest tak, że taki system (którego źródeł szukać chyba należy w amerykańskim systemie sprawiedliwości, który wytworzył koncepcję odpowiedzialności za produkt itp.) sam stwarza społeczeństwo, które nie jest zdolne do samodzielnego myślenia i trzeba mu wszystko podpowiada? O tym przekonamy się w następnym odcinku. A może już się przekonaliśmy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>