Cameron Highlands

Tak się własnie nazywa rejon, gdzie dziś dojechałem. 1500 metrów nad poziomem morza (+ jeszcze kilkaset wyżej szczyty, ale to jutro i pojutrze), więc można trochę odetchnąć od 30-stopniowego upału (sorry, czytanie tego musi być chyba męczące z perspektywy zziębniętego Polaka :)

Ładna okolica, miasteczko trochę brzydsze – nazywa się Tanah Rata i strasznie dużo tu budują. Za trzy lata nie będzie tu już po co przyjeżdżać. A na polu golfowym nie maja nawet driving range’u – dno :(

Siedzę sobie w jakimś spokojnym guesthousie – tzn. spokojny to on był, dopóki nie zwaliła się jakaś wataha hałaśliwych Holendrów. W ogóle zauważam, że jak tylko rodacy spotkają się gdzieś w Azji to od razu do siebie lgną i najchętniej przesiedzieliby cały czas w guesthousie, aż przyjdzie czas na zmianę miejsca.

A najgorsi są chyba Angole – z jednym takim byłem w pokoju w poprzednim miejscu, no więc pytam go grzecznościowo co i jak. Okazuje się, ze już prawie rok jeździ i niedługo wraca. No to, myślę sobie, jeździsz rok, to kawał świata musiałeś zobaczyć: pewnie Chiny, Ameryka Południowa, i pytam gościa gdzie był. A ten: USA, Kanada, Australia, Nowa Zelandia, Singapur. No nieźle. Chyba wybierał sobie trasę pod katem języka urzędowego. Już miałem pytać dalej: „what was the most adventurous part of you trip?” – „well, I think the French-speaking part of Canada” :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>